“Córcia tatusia”/”synuś mamusi” – o niebezpieczeństwach w relacji z dziećmi

“Julia jesteś taty…? – pyta tata.

– Córcią – odpowiada Jula.

– I kim jeszcze? – dopytuje tata.

– Żabką – odpowiada uśmiechnięta Jula.”

Każdy z nas z pewnością spotkał się z określeniem “córcia tatusia” czy “synuś mamusi”. Często mówione z przekąsem i ironią, często będące rodzajem stereotypowego myślenia, często jednak dające się zaobserwować zjawisko. Skąd takowe rozgraniczenie i czy faktycznie takowa tendencja istnieje, a specyfika relacji między córką a ojcem i synem a matką jest wyjątkowa? Czy faktycznie więź łącząca matki z synami jest silniejsza od więzi z córkami i odwrotnie, czy relacje ojciec – córka mają inny wydźwięk aniżeli te z synami? Oczywiście specyfika relacji z różnymi osobami ma swój jedyny charakter, ale nie musi on oznaczać, że jest to silniejsza lub słabsza relacja. Kiedy czasem obserwuję jak mama mojego partnera traktuje swojego ponad 40-sto letniego syna myślę sobie, że mamy chyba nigdy nie pozwalają dorastać swoim synom i jakby mogły to skakałyby koło nich jak koło małych dzieci całe życie.  Wielokrotnie również w trakcie pracy jako psycholog z parami spotykałam się z konfliktem: mama mojego partnera/męża zbyt mocno ingeruje w naszą relację lub mój ojciec nie akceptuje mojego partnera/męża. Coś więc chyba jest w kąśliwym stwierdzeniu “córcia tatusia” czy “synuś mamusi”…

Zwróćmy uwagę na filmy i literaturę. Często specyficzna relacja łączy córki z ojcami, matki są jakby z boku. To z tatą rozmawia się o pewnych trudnych sprawach, to na taty zdaniu zależy córkom bardziej, na tym czy spodoba się mu ich wybór w wielu różnych aspektach funkcjonowania. Skąd takowy model się bierz? Być może “tatowie” zwyczajnie więcej od nas wymagają i są bardziej bezpośredni w relacji, aniżeli nasze mamy, i stąd bardziej zależy nam na pokazaniu im, że pewne oczekiwania jesteśmy w stanie spełnić traktując je jako wyzwania. Z kolei relacje matek z synami często pełne są przesyconego ciepła w stosunku do synów. Bardzo często zdarza się, że kobieta, która nie spełnia się jako żona przerzuca na syna pewne uczucia, które powinny być skierowana na partnera/męża. Osobiście znam bardzo silną relację matki z synem, która straciła męża kiedy jej córka i syn byli bardzo mali. Córka ma usamodzielniła się, a syn nadal mieszka z mamą i każda jego decyzja pomagająca mu się usamodzielnić jest przez mamę mocno przeżywana i bojkotowana komentarzami, czy na pewno sobie poradzi i jak ona sama da sobie radę. Przykładów podobnych zależności mogłabym mnożyć całe mnóstwo z otoczenia.

Psychoanaliza, jedna z teorii w psychologii, mocno skupiająca się na okresie dzieciństwa wyjaśniłaby to we wczesnych fazach rozwoju między 4 a 6 rokiem życia kompleksem Edypa lub Elektry. W tej fazie wiekowej zainteresowania erotyczne, związane dotąd tylko z własnym ciałem, zaczynają oddzielać się od dziecka i kierować na inne osoby, przede wszystkim na opiekunów.  Z koncentracją na jednym z rodziców wiąże się negatywny stosunek do drugiego, zazdrość i odrzucenie. Kiedy dziecko szczególnym przywiązaniem zaczyna darzyć rodzica przeciwnej płci, rywalizuje z rodzicem tej samej płci. Dosyć dalekosiężna analiza ale chyba czasem dosyć dobrze obrazuje pewien rodzaj relacji w dorosłym życiu.

Czyją córką jestem ja? Odpowiedź jest prosta: moich rodziców. Podobno jak miałam koło 5/6 lat wcale to tak nie wyglądało i tata był moim idolem, a ja wszystko chciałam robić z tatą. W rodzinie słynne było moje “chcę z tatą”. Oczywiście z mamą relacja jest inna, a z tatą zupełnie inna, ale obie są wyjątkowe. Nie wszystko można bowiem powiedzieć mamie, żeby np. oszczędzić jej zmartwień i nie ze wszystkiego można zwierzyć się tacie, bo pewnie nie zrozumie. Ważne żeby mieć poczucie, że dla każdego rodzica jest się ważna osobą, mimo że każdy rodzic może okazywać to w inny sposób.

Jula taty i Seba mamy? Seba zwyczajnie jest lżejszy:)))

Ostatnio tata mojej córki oświadczył, że nie wyobraża sobie nie mieć córki, bowiem to taki mały słodziak i przylepa. To czysta prawda, nasza Julka przytulać się uwielbia i zawsze znajduje na tą czynność czas, a nasz mały chłopak to totalnie niezależny mały osobnik, który przytula się tylko wtedy kiedy on ma na to ochotę i z reguły robi to przez ułamek sekundy. Czyją córką jest moja Jula i czyim synem jest mój Seba? Są dziećmi swoich rodziców. Są zupełnie inni, ale ta inność sprawia, że nie jest z nimi nudno i chce się poznawać ich coraz bardziej. Z pewnością wzbudzają inne emocje, ponieważ zupełnie inaczej funkcjonują. Czy za parenaście lat będzie im się wydawać, że Seba ma większe przysłowiowe “fory” u mamy, a Jula jest “oczkiem w głowie tatusia”? Czas pokaże, aczkolwiek jestem daleka od jakiegokolwiek rozgraniczania lepsza/gorsza, płytsza/głębsza, pobłażliwa/restrykcyjna relacja z dziećmi. W końcu każdy z nas jest inny i  wyjątkowy w jedyny sobie sposób, co absolutnie nie upoważnia do lepszego lub gorszego traktowania. Warto się temu przyglądać ponieważ wiele rzeczy robimy chyba nie do końca świadomie i kiedy nasze dziecko zaczyna nam dawać do zrozumienia, że czuje się gorsze w relacji z nami aniżeli jego rodzeństwo warto go posłuchać, bo może coś co dla nas wydaje się błahostką i nie wymaga zainteresowania, dla naszego dziecka ma zupełnie inny wydźwięk.

 

 

Dodaj komentarz