Córka matką/syn tatą – zastępczy rodzice

Bycie rodzicem to jedno z największych wyzwań przed jakim stają osoby decydujące się na posiadanie dzieci. Tak naprawdę nigdy do końca nie zdajemy sobie sprawy jak rola rodzica wygląda. Mamy o niej pewne wyobrażenia, słyszymy historie od innych związane z tym jak to jest być rodzicem. Jednak tak naprawdę kiedy sami zostajemy rodzicem dopiero dociera do nas jak ogromne zmiany w życie wnoszą dzieci. Zmiany pełne wielu niezapomnianych chwil, ale również zmiany ciężkie do zaakceptowania. Jedną z takich zmian jest brak czasu na rzeczy, które kiedyś robiliśmy, zwłaszcza jeżeli nasze dzieci są małe i wymagają naszej obecności 24 godziny na dobę. Nie zawsze bowiem mamy do pomocy babcie i dziadków, którzy odciążą nas w codziennych obowiązkach i kiedy nadarza się okazja by nasz starszak mógł zaopiekować się juniorem szybko z niej korzystamy.

Ostatnio rozmawiając z inną mamą stałam się uczestnikiem poniższego dialogu:

” – Wiesz muszę ci powiedzieć, że ostatnio zreflektowałam się, iż się zagalopowałam i traktuję Bartka jak dorosłą osobę, a on ma zaledwie 2,5 roku?

-Jak to się zagalopowałaś?

-Ostatnio nawrzeszczałam na niego jak przyniósł mi zwykłą łyżeczkę zamiast nakładanej łyżeczki na saszetkę z owocami do karmienia Oliwiera, a wyraźnie powiedziałam, że ma przynieść nakładaną.

-Nawrzeszczałaś???

-Bo zirytyowało mnie, że patrzył na mnie jak na kosmitę mówiącego w obcym języku kiedy mówiłam mu o co mi chodzi, a przecież on ma dopiero dwa lata i nie wie co to jest nakładana łyżeczka na saszetkę z owocami. To jeszcze dziecko, a ja go potraktowałam jak dorosłego. Tylko ja naprawdę jestem zmęczona całymi dniami z nimi.”

Owa rozmowa natchnęła mnie do napisania tego postu i przypomniała o czymś bardzo ważnym. Skłoniła mnie do podjęcia ważnego tematu, który również wielokrotnie przewijał się w mojej pracy terapeutycznej. Jakiś czas temu jedna mama powiedziała mi, że jej już dorosły syn długo nie mógł jej wybaczyć, że nie miał normalnego dzieciństwa, ponieważ zajmował się młodszymi siostrami dużo bardziej niż dziecko powinno to robić. Oczywiście nie ma nic nienormalnego w tym, że angażujemy starsze rodzeństwo do pomocy przy młodszym dziecku pod warunkiem, że starszak z czasem nie zaczyna nas w tych czynnościach wyręczać. Pamiętajmy, że to my jesteśmy rodzicami dla naszych dzieci, a nie nasze dzieci dla swojego rodzeństwa. Jak najbardziej mamy prawo być zmęczeni natłokiem obowiązków związanych z opieką nad naszymi pociechami, i czasem możemy poprosić starsze dziecko lub dzieci o pomoc przy opiece nad młodszymi, ale starajmy się pamiętać by nie stało się to nawykiem. Oczywiście im większa różnica w wieku między dziećmi tym łatwiej przekroczyć granice i spowodować, że nasz starszak dla swojego młodszego rodzeństwa nie będzie bratem czy siostrą, tylko stanie się opiekunem.  Jak to bywa w wielu przypadkach łatwo się zagalopować i ze zwykłego angażowania starszej pociechy w pomoc przy opiece nad młodszym dzieckiem wejść na ścieżkę wyręczania się z obowiązków rodzicielskich przy pomocy dziecka.

Ktoś czytając to co napisałam powyżej może stwierdzić, że starsze dzieci powinny mieć jakieś obowiązki i oczywiście jak najbardziej się nie myli, ale nie powinny to być obowiązki rodzicielskie względem rodzeństwa. “Przygotuj ubranie, przynieś pieluchy, zrób kanapkę, pomóż w lekcjach, wykąp, wyjdź na spacer z bratem lub siostrą” itd. to typowe zwroty które słyszą mali rodzice. Najczęściej w parze z tym idzie wzbudzanie wyrzutów sumienia z serii “bądź dobrym dzieckiem i pomóż rodzicom”. Nie ma to oznaczać, że nie możemy prosić naszych dzieci o pomoc, tyle że nie zapominajmy aby to robić wtedy kiedy naprawdę tej pomocy potrzebujemy, a nie przy każdej możliwej okazji.

Warto pozwolić dziecku być dzieckiem kiedy jest na to czas, bycia rodzicem nauczy się wychowując swoje własne dzieci i nie musimy odbierać mu tej możliwości. Syndrom bycia rodzicem w dzieciństwie nie jest jakby się wydawało charakterystyczny tylko dla rodzin dysfunkcyjnych, gdzie role rodziców są zaburzone przez różne czynniki, np. alkohol. Jest to problem większości rodzin gdzie jest więcej niż jedno dziecko. Może nie w takim natężeniu jak ma to miejsce w rodzinach dysfunkcyjnych, ale z pewnością tendencja do wyręczania się dziećmi występuje w większości rodzin. Zwyczajny przykład: leżymy na sofie i mamy daleko do pilota od telewizora. Co robimy? Wołamy naszego malucha by przyszedł ze swojego pokoju, gdzie się bawi, żeby przynieść nam urządzenie. Szybki ogląd sytuacji. Po pierwsze skoro nasz maluch jest zajęty zabawą to pozwólmy mu na to ponieważ jest dzieckiem, a zabawa to nieodzowna część bycia nim. Po drugie dlaczego nasze dziecko ma przerywać jakąś czynność tylko dlatego, że nam nie chce się wstać z sofy. Czy my sami lubimy coś przerywać? Raczej nie, zwłaszcza jeżeli to co robimy sprawia nam przyjemność. Takich sytuacji pewnie jest całe mnóstwo i każdemu z nas czasem się zdarzają, ale prawda jest taka, że powinno ich być jak najmniej w procesie wychowawczym.

S&J czyli brat z siostrą

Zbyt wczesne dorastanie czasem jest nieuniknione, kiedy dorastamy w dysfunkcyjnym systemie rodzinnym, ale jak tylko nie jest konieczne, to nie powinno mieć miejsca. Często powoduje, że nasi mali dorośli funkcjonują w specyficzny sposób w przyszłości. Z reguły wchodzą w związki w których pełnią role opiekunów, a nie partnerów, i zawsze wiedzą co jest najlepsze, jak to mają w zwyczaju wiedzieć rodzice. Poza tym w efekcie bycia rodzicem dla swojego rodzeństwa tracą radość z relacji bratersko – siostrzanej mającej charakter partnerski, która kieruje się zupełnie innymi prawami aniżeli relacja opiekun – dziecko. Starajmy się więc pamiętać żeby być rodzicami dla naszych dzieci i zostawmy  im przestrzeń na bycie dziećmi i rodzeństwem.

Dodaj komentarz