“Dziecko świata” – o tradycjach i tożsamości…

“Kto ty jesteś?

Polak mały

Jaki znak twój?

Orzeł biały….”

Chyba większość z nas uczyła się tego wiersza w pierwszych latach swojej edukacji. Jako mama moich maluchów zastanawiam się co odpowiedzą za parę lat moje dzieci, kiedy usłyszą pytanie “Kto ty jesteś?”. Na pewno będę starała się wzmacniać w nich poczucie, że są zwyczajnie sobą, Julią i Sebastianem, ze swoimi wadami i zaletami. Korzenie dla większości z nas są bardzo ważne i kiedy moje dzieci zapytają mnie czy są Polakami czy Szwedami to moja odpowiedź nie będzie już taka prosta.

Kiedyś ktoś urodzony w polskiej rodzinie mieszkającej w Szwecji powiedział mi, że w Polsce nie czuje się Polakiem, a w Szwecji nie czuje się stuprocentowym Szwedem.  Myślę, że to naturalne jeżeli wychowujemy dzieci nie w ojczystym kraju, bowiem tradycje rodzinne nie do końca łączą się z tradycjami społeczeństwa w którym dorastają nasze dzieci. Szwecja kraj w którym urodziły się moje dzieci i kraj w którym będą z pewnością dorastać będzie tak naprawdę ich najbliższym otoczeniem. W obecnej dobie emigracji i ciągłego przemieszczania się w obrębie różnych krajów i kultur, czasem trudno określić się kim się jest. Moje dzieci są Polakami, bowiem ich rodzice są Polakami, ale urodziły się i żyją w społeczeństwie szwedzkim, które defacto będzie je w pewien sposób kształtowało chociażby poprzez systemem edukacji czy kontakty z rówieśnikami. Jak więc z tymi ich korzeniami i odpowiedzią na pytanie kim są.

Większość oczywiście odpowie, że rodzina jest najważniejsza i to rodzice kształtują swoje dziecko. Absolutnie nie trudno się z nimi zgodzić, ale … No właśnie każdy z nas żyje i przynależy do społeczeństwa, otacza się ludźmi z tego społeczeństwa, które wywiera na nas ogromny wpływ poprzez szkołę, pracę czy codzienne kontakty interpersonalne. Myślę sobie, że dziecko urodzone i mieszkające w innym kraju niż kraj rodziców to dziecko, które ma ciekawsze i bogatsze tradycje, ale również dziecko mające większy problem z określeniem przynależności społecznej. Z pewnością kultywowanie pewnych tradycji jest istotną kwestią dla naszych korzeni i nie chodzi tutaj tylko o typowe rodzinne tradycje, które często rodzina sobie sama wypracowuje, ale również te które kształtuje społeczeństwo.

Moje dzieci mają oboje rodziców Polaków więc nie wyobrażam sobie by nie umiały mówić po polsku. Być może nie będzie to w 100% poprawna polszczyzna, np. przy odmianie przez przypadki, ale jak wiele badań pokazuje bazą wyjściową do opanowywania kolejnych języków jest język ojczysty rodziców. Uważam również, że tradycje kraju w którym się urodzili i mieszkają oraz będą dorastać nie powinny być zastąpione tymi polskimi, bowiem też składają się na ich osobę. Polska dla moich dzieci jest krajem skąd pochodzą ich rodzice i gdzie mieszkają ich dziadkowie.  Szwecja natomiast jest krajem gdzie żyją na co dzień i żyć będą, tutaj bowiem toczy się ich życie. Są dopiero na początku drogi kształtowania swojej osoby i to my rodzice jesteśmy dla nich wzorem do naśladowania, ale z czasem kiedy pójdą do szkoły zaczną dorastać inni nabiorą dla nich większego znaczenia i będą stanowić punkt odniesienia oraz nie pozostaną bez wpływu na kształtowanie się ich osoby.

O ile mnie ukształtowali moi rodzice i polskie społeczeństwo, o tyle moje dzieci będą kształtowane przez rodziców i społeczeństwo szwedzkie. Będą bowiem obcować na co dzień w szwedzkim społeczeństwie, z jego specyfiką działania. Na ile więc warto kultywować pewne tradycje i co kultywować? Każdy rodzic wychowujący dzieci w nie swoim ojczystym kraju z pewnością będzie miał inne podejście do sprawy:

– będą rodzice, którzy będą chcieli by ich dzieci były wychowane w duchu polskim i tylko polskim;

– będą tacy, którzy będą chcieli by ich dzieci były członkami społeczeństwa w którym dorastają bez sięgania do historii i korzeni rodziców;

– będą tacy rodzice, którzy będą starali się znaleźć tzw. “złoty środek”, czyli starali się przekazywać swoje tradycje jak również uczyli i pokazywali zwyczaje obowiązujące w kraju w którym ich dzieci dorastają.

Które z podejść jest najlepsze? To już pozostawiam do oceny każdego z rodziców, którzy wychowują swoje dzieci od urodzenia w innym kraju aniżeli ojczysty kraj. Osobiście uważam, że znajomość historii swojej własnej rodziny jest bardzo istotna w rozwoju tożsamości dlatego język polski, odwiedziny  kraju rodziców i dziadków oraz tradycje takie jak boże narodzenie i kolacja wigilijna, czy pierwszy dzień wiosny i słynny dzień wagarowicza albo  śmigus dyngus w drugi dzień świąt wielkanocnych mogą być nie tylko interesujące, ale również istotne w budowaniu dojrzałej tożsamości. Absolutnie nie oznacza to, że tradycje kultywowane w szwedzkim społeczeństwie, takie jak np. szwedzki midsommar czy lördagsgodis nie mają być moim dzieciom znane. Szwecja jak każdy inny kraj różni się od Polski w wielu kwestiach, a społeczeństwo funkcjonuje tu w zupełnie inny sposób. Ten sposób nie do końca mi się podoba, ale podjęłam decyzję o życiu w Szwecji i to wiąże się z tym, że na dzień dzisiejszy społeczeństwo szwedzkie wywiera wpływ na moje dzieci. Dlatego uważam, że powinno się mieć na uwadze również tradycje tego społeczeństwa, tak by moje dzieci mogły czuć się jego częścią.

Dodaj komentarz