Dziecko = trendy w wychowaniu

“Musimy nauczyć się panować nad swoim egoizmem, który wyraża się w

jednostronnej koncentracji na pytaniu czy jesteśmy dobrymi rodzicami. Zamiast tego

powinniśmy sobie uświadomić, że dorośli i dzieci wzajemnie obdarowują się w życiu.

Niebezpiecznie jest robić z dziecka projekt. Jest to równoznaczne z negacją jego

indywidualności i godności. Wielu rodziców tak czyni, ponieważ zależy im na zapewnieniu

mu lepszego dzieciństwa niż to, które sami mieli. To piękny cel, ale niejednokrotnie

powoduje, że tracimy z oczu potrzeby, granice i cele naszego dziecka”.

Jasper Juul

Obserwując siebie i znajomych, czy rodziny z którymi pracowałam jako psycholog, wydaje mi się, że można wśród współczesnych rodziców zauważyć tendencję do określonych zachowań. Mam wrażenie, że w procesie wychowywania dzieci pojawiło się coś co ma związek ze słowem moda. Mam tu na myśli pewne zachowania, które są kreowane przez media i otaczających nas rodziców. Gdzieś, moim zdaniem, zatraca się ten najprawdziwszy sens, którym jest radość z bycia rodzicem i chęć podążanie za dzieckiem.  Jakiś czas temu miałam okazję porozmawiać z babcią, która stwierdziła, że jako mama nie była taką mamą jaką powinna była być. Skąd owo rozumowanie? Mianowicie nie miała czasu na to by się zastanawiać co jest najwłaściwsze dla jej dziecka, po prostu działała instynktownie starając się być dobrą mamą i nie zawsze według niej było to dobre działanie. Kiedy jednak zadałam jej pytanie jak wyglądają jej relacje z dwójką swoich dzieci odpowiedziała, że to dobra relacja i jest obecna w ich życiu. Stwierdziła ona jednak, że kiedy obserwuje obecne relacje rodzicielsko – dziecięce ma wrażenie, iż współcześni rodzice są o wiele dojrzalsi niż rodzice jej pokolenia. Być może zwyczajnie wynika to z faktu, że statystycznie dużo później zostajemy rodzicami aniżeli pokolenie naszych rodziców. Większość z nas podejmuje próby studiowania, kończąc ten etap edukacji chce poświęcić trochę czasu na rozwój kariery, wypracować jakiś status materialny. Chce w ten sposób zapewnić komfortowe warunki swoim przyszłym dzieciom. Oczywiście nie ma w tym myśleniu i działaniu nic złego, ale bardzo często zdarza się, że właściwy moment na dziecko nie nadchodzi nigdy bo zawsze jest coś jeszcze np. może za rok jak już będziemy mieć swoje mieszkanie, samochód itp.

Tak jak w modzie istnieją pewne trendy tak z moich obserwacji i pracy z rodzinami wynika, że w wychowywaniu dzieci podobnie jak w modzie mamy do czynienia z pewnymi trendami:

1. Moda na karmienie piersią i multum akcji propagujących matki karmiące piersią do 5-ego a nawet 7-ego roku życia dziecka i krytykowanie matek karmiących butlą, które bardzo często w wyniku nagonki czują się gorszymi mamami. Oczywiście karmienie piersią ma wiele zalet takich jak:

– naturalna ochrona dla dziecka przed wieloma chorobami w pierwszych 6 miesiącach życia dziecka,

–  jest wygodna dla mamy, bowiem owy posiłek jest dostępny na zawołanie i nie wymaga specjalnych przygotowań.

Oczywiście jest też druga strona karmienia piersią o której rzadko się wspomina, a mianowicie:

–  to wcale nie taki łatwy proces i większość maluszków i mam musi się tego nauczyć, a czasem to długotrwały i bolesny okres, na który nie wszystkie mamy są gotowe;

– wielokrotnie w artykułach o tematyce karmienia piersią pojawiają się argumenty z serii: pozwala budować silną więź. Na pewno jej nie utrudnia, ale na więź składa się całe mnóstwo innych zachowań i tak np. metoda “skin to skin” kiedy dziecko jest niemowlakiem wcale nie musi oznaczać przykładania do piersi. Mamy karmiące butelką również tulą swoje maluchy a tzw. kangurowanie, czyli kładzenie nagiego maluszka na swoim nagim brzuchu czy klatce piersiowej też jest jedną z wielu form, która składa się na długoletnie budowanie więzi;

– nasz maluszek jako ssak bardzo często traktuje pierś jako uspokajacz kiedy doświadcza jakiś trudności. Czasem z tego uspokajacza, jeżeli nie jest dzieckiem smoczkowym, bardzo ciężko mu zrezygnować. Wiem o czym piszę, ponieważ jako mama dwóch niesmoczkowych maluchów karmionych piersią stoczyłam batalie, żeby przestały traktować pierś jako smoczek.

2. Moda na nie szczepienie. Temat mocno kontrowersyjny z wielu względów, bowiem coraz częściej pojawiają się w mediach doniesienia o szkodliwości szczepień i ich negatywnym wpływie na rozwój dzieci. Najczęstszą informacją jest informacja o tym, że szczepionka może wywołać autyzm. Jak najbardziej każde dziecko powinno nabyć odporności przechodząc przez różne choroby, tak by organizm nauczył się walczyć. Osobiście, zaznaczam słowo osobiście, uważam jednak, że pewne obowiązkowe szczepienia mają sens. Nie poruszałabym tego tematu gdyby nie sytuacja, które mnie jako mamę niemowlaka mocno zirytowała. Kiedy mój syn miał 3 tygodnie w przedszkolu mojej wtedy ponad dwuletniej córki wszczęto alarm w postacie: w grupie było dziecko z krztuścem. Okazało się, że nie było ono szczepione. Julka po 3 dawkach szczepiennych była bezpieczna, ale nasz maluszek niestety nie. Mój maluch został więc narażony na ryzyko zachorowania na chorobę, która do pierwszego roku życia potrafi zabić, jak również na zażywanie silnego antybiotyku prze 10 dni w celu zapobieżenia zachorowaniu. Nie jestem zwolenniczką szczepienia na każdą możliwą chorobę, ale uważam, że na te cięższe, które bywają silnie niebezpieczne szczepienia powinny być obowiązkowe. Jako psycholog przez jakiś czas pracowałam z dziećmi z zaburzeniami rozwojowymi w tym z dziećmi autystycznymi. Oczywiście rozumiem, że rodzice dziecka z jakimikolwiek zaburzeniami starają się szukać wyjaśnienia dlaczego to spotkało właśnie ich dziecko i chwytają się różnych tłumaczeń, ale w przypadku autyzmu geneza skąd się bierze nadal nie jest jasna, dlatego byłabym ostrożna z wysnuwaniem takowych wniosków zwłaszcza, że spectrum zaburzeń autystycznych to bardzo szeroki i rozbudowany problem.

3. Moda na wczesny trening czystości. Parę lat temu jak usłyszałam, że znajomy sadza na nocnik swoją ledwo siedzącą 8-mio miesięczną córkę na nocnik zmroziło mnie, ale w końcu to była jego decyzja. Okres kiedy nasz maluch świadomie zaczyna siadać na nocnik i rozumieć, że chce mu się siusiu czy kupę przypada tak naprawdę najczęściej na okres między 18 a 24 miesiącem życia dziecka. Nasz maluch z reguły opanował już wtedy podstawowe czynności ruchowe niezbędne do przemieszczania się i posiada sporą kontrolę w tej sferze. Jest więc gotowy wejść na inny poziom kontroli i zaznajamiać się coraz silniej z myślenie przyczynowo – skutkowym. Jest powoli w stanie zaobserwować, że chęć oddania siusiu czy kupy poprzedzona jest różnymi znakami płynącymi z ciała, które wcześniej ostrzegają, że zaraz zrobimy siku. Oczywiście oswajanie z nocnikiem w postaci zabawy, jak sadzanie lalek czy czytanie książeczek gdzie dzieci siadają na nocnik plus sadzanie czasem naszego malucha na nocnik, jeżeli ma ochotę jest bardzo przydatne dla naszego dziecka i pozwala mu zaznajomić się z nową umiejętnością. Z czasem nasz maluch zaczyna obserwować również, że może mieć kontrolę nad mięśniami i chwilę przetrzymać siku czy kupę, by np. dojść do toalety. Jestem zwolenniczką podejścia, że dziecko bardzo często samo wie kiedy jest gotowe na naukę nowych rzeczy. Mimo, że moja córka siadła samodzielnie na nocnik chwilkę przed ukończeniem dwóch lata to cały proces opanowywania tego był bardzo krótki, bowiem miała gotowość na ową czynność i przede wszystkim mogła się na niej w pełni skupić. Początki wiązały się z moją kontrolą nad ową czynnością i pytaniem co jakiś czas czy nie chce siusiu lub kupy, ale bardzo szybko pojawiło się rozumienie sytuacji i jej samodzielne sygnalizowanie. Uważam, że pewnych rzeczy naprawdę nie warto przyspieszać zwłaszcza, że fizjologicznie dziecko w wieku 12- stu miesięcy nie jest w stanie kontrolować oddawania moczu. Poza tym pęcherz rośnie tak długo jak dziecku nie każe się powstrzymywać moczu, a zbyt wczesne trzymanie moczu może wpływać na nieprawidłowy rozwój pęcherza.

4. Moda na naukę pływania z maluszkami od 6 miesiąca. Jak najbardziej, nasz maluch nie zna jeszcze strachu i bardzo łatwo oswaja się z wodą by za jakiś czas nauczyć się pływać. Okupione to jednak jest często nawracającymi przeziębieniami i zapaleniami ucha. Standardowo jest to decyzja rodzica, ale w wieku 7-miu czy 8-miu lat też można nauczyć się pływać i wcale nie musi to być okupione długotrwałą nauką, a oswajać dzieci z wodą można w trakcie zabaw w kąpieli czy wakacji nad wodą.

5. Moda na kupowanie zabawek, które mają stymulować lepszy rozwój dziecka. I tak od zatrzęsienia mamy całe mnóstwo grająco – świecących zabawek od których głowa rodziców puchnie, a tak naprawdę zabawa garnkami czy kawałkiem ciasta z pierogów sprawia dziecku nie mniej frajdy. Też jest zabawą z różną fakturą i dźwiękiem, jak również rozwija motorykę. Oczywiście nie ma to oznaczać zupełnej izolacji od współczesnych zabawek, ale zabawki drewniane, które ni migają i nie są dźwiękowe też mogą bawić, chociażby zwyczajna drewniana biedronka popychacz, która wydaje dźwięk stukania w trakcie biegania kiedy ruszają się skrzydła. Powtórzę się tutaj kolejny raz, dziecko doskonale samo wie kiedy ma gotowość na nowe umiejętności i wcale nie musimy ich przyspieszać, a zabawa też wiele uczy. Dojście do czegoś samemu sprawia maluchowi wiele radości, jest lepiej zapamiętywane i uczy bardzo wiele. Pamiętajmy, że nawet najsmaczniejsze ciastko przestaje nam smakować kiedy jest w nas wpychane.

6. Moda na wczesne samodzielne czytanie. Ostatnio miałam okazję być uczestniczką dyskusji na forum dla rodziców i uśmiałam się jak na dobrej komedii. Okazało się bowiem, że mamy maluszków prześcigały się w tym ile literek ich maluchy już znają. Okazało się, że kilku dwulatków znało już cały alfabet. Brawo, ale po co dwulatkowi znajomość alfabetu? Cóż nauka poznawania literek koło 3-iego roku życia jest bardzo ciekawa pod warunkiem, że ma formę zabawy np. puzzle z literką i dopasowywanie do nich obrazka z czymś na ową literkę, czy rysowanie różnych literek. Tak naprawdę nasz maluch między trzecim a czwartym rokiem zaczyna sam o nie pytać. I tak zabawa w literki na jakie zaczynają się imiona bliskich osób dla przedszkolaka może być przyjemnym z pożytecznym. Jak najbardziej rozumiem, że każdy rodzic chciałby mieć zdolne dziecko, które ze wszystkim sobie w życiu poradzi, ale tak naprawdę najlepiej nasz maluch sobie poradzi jeżeli będziemy mu pozwalali na samodzielne eksplorowanie będąc obok, tak by mógł pytać kiedy będzie tego potrzebował przy odkrywaniu świata. Nie zapomnę opowieści jednej z koleżanek, która była mega dumna z tego, że jej czteroletni syn umie czytać. Nauczyła go czytać bowiem siedziała w domu i nie miała z nim co robić. Cóż uważam, że zabaw jest całe mnóstwo, a życie geniusza jak pokazuje to często historia życiem łatwym nie jest i ja osobiście nie chciałabym takowego dla moich maluchów. Oto przykład małego geniusza:

“Rozmowa pięciolatka z ciocią”

– Ciociu wiesz, że jest wyspa co nazywa się Dominika jak ty.

– Nie Wojtuś, pomyliło ci się. Jest wyspa co nazywa się Dominikana.

– Tak, taka też jest, ale jest też Dominika.

– Nie pomyliło ci się. To chodź ci pokażę.”

Okazuje się, że dowiedziałam się czegoś nowego z tego dialogu cioci z pięciolatkiem:)))

7.Moda na bycie oryginalnym i np. wysłanie dziecka do hiszpańskojęzycznego przedszkola, kiedy żadne z rodziców nie mówi po hiszpańsku. Dlaczego? Dlatego, że angielski znają wszyscy, a francuskiego nie. Rodzice tej dziewczynki trafili do mnie  jako psychologa, ponieważ mieli  problem w porozumiewaniu się z córką. Okazało się, że hiszpański spodobał jej się na tyle, że chciała rozmawiać tylko w tym języku. Ona nie miała problemu z rozumieniem rodziców po polsku, ale jej odpowiedzi po hiszpańsku nie były już zrozumiałe. Sama jestem mamą maluchów, które od urodzenia obcują z dwoma językami i nie mam do końca przekonania czy to faktycznie taka frajda. Czasem obserwując początki dzieci dwujęzycznych zauważam zachowania wycofywania się z relacji rówieśniczych, cofania w mowie w języku rodziców czy tworzenie słów niezrozumiałych dla nikogo, będących zlepkiem dwóch języków. Wszystko oczywiście mija i nasz przedszkolak po jakimś czasie przełącza się z jednego języka na drugi czy trzeci jak musi, ale na pewno w początkowej fazie mimo plastyczności mózgu nie jest to dla niego łatwa umiejętność.

8. Moda na niezliczoną liczbę zajęć pozalekcyjnych. Coraz częściej dotyczy to już dzieci 5-cio letnich. Ostatnio natknęłam się na ciekawy artykuł, apropo tego, że duńskie dzieci są najszczęśliwsze. Jednym z predyktorów, który według badaczy ma to wpływ jest pozwolenie dziecku na zabawę na którą ma ochotę, bez stosowania zajęć organizujących aktywności. Okazuje się, że nasze maluchy i starsze dzieci kiedy mają przestrzeń potrafią być całkiem twórcze, a zabawa w naszym towarzystwie bywa dla nich bezcenna. Oczywiście nie był to jedyny czynnik wpływający na szczęśliwość duńskich dzieci, ale więcej na ten temat w artykule: link do artykułu .Jako psycholog spotkałam się z mnóstwem nastolatków, których dzień szkolno- pozajęciowy kończył się często o 20:00 i wierzcie mi, że z ich ust słyszałam, iż chciałyby mieć czas na robienie tego co lubię. Nie oznacza to, że zajęcia pozalekcyjne są czymś złym, ale fajnie jeżeli dają one satysfakcję uczestnikowi, czyli naszemu dziecku.

Podsumuję to ponownie cytatem Jaspera Juul’a:

“Musimy nauczyć się panować nad swoim egoizmem, który wyraża się w

jednostronnej koncentracji na pytaniu czy jesteśmy dobrymi rodzicami. Zamiast tego

powinniśmy sobie uświadomić, że dorośli i dzieci wzajemnie obdarowują się w życiu.

Niebezpiecznie jest robić z dziecka projekt. Jest to równoznaczne z negacją jego

indywidualności i godności. Wielu rodziców tak czyni, ponieważ zależy im na zapewnieniu

mu lepszego dzieciństwa niż to, które sami mieli. To piękny cel, ale niejednokrotnie

powoduje, że tracimy z oczu potrzeby, granice i cele naszego dziecka”.

 

 

2 myśli na temat “Dziecko = trendy w wychowaniu

  1. Z zainteresowaniem czytałam artykuł, szczególnie ciekawiło mnie jakie mody obserwujesz wśród rodziców i czy Twoje obserwacje są podobne jak moje. W wielu punktach tak jest, tzn podzielam obserwacjeb, ale mam odmienne zdanie na punkt 3 – wczesny trening czystości
    Po pierwsze – zaciekawiło mnie że widzisz to jako modę czyli coś popularnego. O ile wczesny basen, dużo zajęć pozalekcyjnych czy stymulujące zabawki też widzę wszędzie wokół – to nie znam żadnego rodzica który by wcześnie zaczął sadzać dziecko na nocnik, no ale może to przypadek i w Twoim otoczeniu rzeczywiście jest to popularne.
    ​Po drugie – s​ama zaczęłam ​sadzać córeczkę na nocnik jak stabilnie siedziała (u nas to było jak skończyła 7 miesięcy), od razu przy pierwszym posadzeniu zrobiła do nocnika kupkę i od tej pory wysadzam ją regularnie, od jakiegoś czasu przy każdym przewijaniu – a dziecko ma już rok. ​I zupełnie nie myślałam o tym co robię jako o treningu czystości (który ja rozumiem jako odstawianie dziecka od pieluch, uczenie go aby rozpoznawało, kontrolowało i komunikowało potrzeby fizjologiczne). W moim przypadku chodziło o to aby dziecku było wygodniej zrobić kupkę (w sensie wygodna pozycja) oraz aby było dla córeczki bardziej komfortowo (nie zawsze od razu zorientowałam się że coś jest w pieluszce więc zdarzało się że przez jakiś czas była w zabrudzonej). No i fakt że przy okazji korzyść dla mnie, czyli mniej brudne dziecko po nr 2 oraz mniej brudnych pieluch. Zupełnie nie oczekiwałam ani nie oczekuję aby dziecko zrezygnowało jak najszybciej z pieluch czy żeby kontrolowało i komunikowało potrzeby fizjologiczne. W skrócie – chodziło mi o komfort dziecka i troszkę mój a nie o naukę jak najwcześniej nowej umiejętności.
    Przy okazji mam ciekawą obserwację odnośnie fizjologicznej możliwości kontrolowania oddawania moczu u 12 miesięcznego dziecka – też byłam przekonana że nie jest to możliwe, ale widzę u córki że ma już w całkiem dużym stopniu rozwiniętą kontrolę: bardzo często po posadzeniu na nocnik natychmiast robi siku, niekiedy pieluszka jest sucha po 2 godzinach noszenia i córeczka robi siku dopiero jak ją posadzę na nocniczek.
    Zastanawiam się nad tym co piszesz o tym, że zbyt wczesne trzymanie moczu może wpływać na nieprawidłowy rozwój pęcherza​. Słyszałam że zbyt długie trzymanie moczu podczas treningu czystości może źle wpłynąć na pęcherz (bo na przykład dziecko przeżywa stres, lęk) ale czy mam rozumieć że negatywnie wpływa także taka sytuacja że roczne dziecko wstrzymuje oddawanie moczu np do czasu aż siądzie na nocnik? A jeśli tak to możesz podesłać jakieś źródła, bo chętnie doczytałabym więcej na ten temat?

    Aha, jeszcze a propos karmienia piersią piszesz że jest “multum akcji propagujących matki karmiące piersią do 5-ego a nawet 7-ego roku życia dziecka​” – masz na myśli jakieś artykuły krążące po facebooku i zwykle powodujące burze i kłótnie, czy oficjalne zalecenie np służby zdrowia, pielęgniarek? Mam nadzieję szczerze mówiąc że to pierwsze! Bo artykuły krążące po necie ja odbieram nie tyle jak poważną akcję propagującą coś tylko raczej wzbudzanie kontrowersji, nabicie dużo wyświeteleń, komentarzy czy udostępnień i one raczej nie pomagają propagowaniu karmienia piersią….
    Jeśłi natomiast chodzi o propagowanie karmienia piersią przez poważne instytucje, osoby (np położne, szkoły rodzenia itp) – to ja uważam że cudownie że panuje taka “moda” (choc mam nadzieję że to nie moda – w sensie tymczasowy trend, tylko coś trwałego), świetnie że karmienie piersią jest zalecane, propagowane, że jest dużo edukacji na ten temat, grup wsparcia, rzetelnych źródeł, ulotek. Uważam tak dlatego, że jednak bezdyskusyjnie karmienie piersią jest bardziej wartościowe i lepsze dla dziecka (często też dla mamy – przykładowe zalety któe podałaś to tylko ich mała część) niż karmienie butelką, ale nie wszystkie mamy o tym wiedzą.
    Ale oczywiście całkowicie zgadzam się z Tobą, że nie powinno mieć miejsca ocenianie matek które karmią swoje dziecko butelką ( z wyboru czy z konieczności), krytykowanie czy nagonka na nie.

  2. Oczywiście pisałam o pewnych trendach wśród rodziców. Tak jak nadmieniłam to rodzice decydują co jest dobre dla ich dzieci, bo to oni najlepiej znają swoje pociechy. Jeżeli chodzi o wczesny trening czystości to jak najbardziej zaznajamianie z nocnikiem koło 12 miesiąca ma sens. Często jednak sadzanie malucha przed 18 miesiącem to defacto kontrola rodzica nad tą czynnością, a nie dziecka. Siadanie na nocnik bowiem to jeden z pierwszych etapów nauki czytania sygnałów płynących z własnego ciała oraz próby kontrolowania mięśni. Kiedyś jeden neuropsychiatra powiedział mi, że to trochę jak z psami Pawłowa: co dwie godziny mam ekspozycję na nocnik w związku z tym siadam i robię siku. Oczywiście wielu pediatrów zarówno w Polsce jak i w Szwecji zaleca naukę sadzania na nocnik po 18 miesiącu, bowiem dziecko ma w pełni opanowane chodzenie, a w trakcie chodzenia zupełnie inaczej pracują mięśnie zwieraczy aniżeli w pozycji leżącej czy siedzącej i pozwalają lepiej rozwinąć się mięśniom, które pracują przy oddawaniu moczu czy kału. Neuropsychiatrzy twierdzą również, że mózg ma zapisane w jakiej kolejności z reguły nabywać określone umiejętności. Oczywiście są wyjątki i każde dziecko jest inne, i z pewnością będą zwolennicy jednego i drugiego podejścia. Jeżeli chodzi o prawidłowy rozwój pęcherza i wpływ wczesnego trzymania moczu to chociażby na abc zdrowie poradnik można o tym poczytać w odpowiedziach pediatrów. Wielu rodziców często jest sfrustrowanych kiedy nagle ich małe pociechy nie chcą siadać na nocnik mimo, że wcześniej to robiły. Ważne jest również sygnalizowanie potrzeby, tak by wypływała ona od dziecka. Jeżeli wypływa od dziecka jej rozumienie jest dużo lepsze i szybsze.
    Kwestia karmienia piersią i propagowania tej formy karmienia jest oczywiście bardzo ważna i jak najbardziej jest to najlepsza i najbardziej wartościowa forma karmienia malucha. Niestety często w kampaniach na ten temat, i nie mam tu na myśli internetowych artykułów, tylko propagowanie karmienia przez wyspecjalizowany personel, nie informuje się o gorszych aspektach karmienia piersią. Poza tym argument, że pozwala to na lepsze budowanie więzi aniżeli karmienie butlą z formułą jest dla mnie poniżej pasa i nie powinien padać z ust osób, które się na tym znają jak: położne, lekarze czy doule. Doskonale wiemy, że więź buduje się latami i składa się na nie całe mnóstwo różnych innych aspektów.Każda mama sama decyduje jaką formę karmienia wybierze i nie powinno to absolutnie podlegać ocenom innych a zwłaszcza personelu, który propaguje tą formę karmienia. Często karmienie piersią okupione jest bardzo restrykcyjną dietą mamy, ponieważ nasz maluch np. nie toleruje pewnych produktów, które działają na niego alergicznie. Nie każda mam w takiej diecie czuje się dobrze. Znam mnóstwo mam, które usilnie próbowały karmić słysząc, że mają się nie poddawać nawet jeżeli ” krew leci im z sutków”. Oczywiście dziecko jest dla nas bardzo ważne ale nie zapominajmy, że nasz stan jest ważny i to jak się czujemy również ma wpływ na naszego malucha. Warto również zaznaczyć, że w Szwecji akurat duży nacisk kładziony jest na karmienie piersią do pierwszego roku życia potem bowiem dziecko wkracza na ścieżkę rozszerzonej diety i mleko tak naprawdę niczemu specjalnemu już nie służy, co absolutnie nie oznacza, że jeżeli ktoś ma ochotę na dalsze karmienie to jest to czymś złym. Nie powinien jednak podlegać silnej ocenie fakt nie karmienia piersią lub rezygnacji z tej formy karmienia z jakichkolwiek powodów, bowiem jest to kwestia indywidualna i podobnie jak w wielu innych kwestiach będą zwolennicy karmienia piersią i karmienia butlą z formułą. Wybór należy do mamy.

Dodaj komentarz