Dzień z pamiętnika mamy=”dzień świstaka”

Większość z nas  pewnie nie raz doświadczyła podobnego uczucia jak bohater filmu “Dzień Świstaka”, a mianowicie wstała rano i miała poczucie, że ten nowy dzień wygląda zupełnie tak samo jak poprzedni i jeszcze poprzedni. Będąc rodzicem niejednokrotnie doświadcza się podobnego odczucia zwłaszcza w pierwszym roku życia dziecka. Oczywiście dzieci to wiele niespodziewanych momentów i nieoczekiwanych zwrotów akcji ale również zwyczajna monotonia. I tak apropo monotonii jeden z wielu moich dni wygląda następująco:

5:30/ 6:00 pobudka zafundowana przez mojego 9-cio miesięcznego syna, który dodam, w nocy budzi się co najmniej 3 – 4 razy. Tłumaczę sobie, że jest to spowodowane tym, że wychodzą mu pierwsze zęby:) więc wkrótce powinno być lepiej. Seba po obudzeniu rano jest tak aktywny i gadatliwy, że budzi cały dom więc moja trzyletnie córka też nie ma szans na dłuższe pospannie. Czasem moje dzieci mnie zaskakują i  udaje się nam pospać do 7:30.

6:00 – 7:00 moje liczne próby podnoszenia się z łóżka i ogarnięcie dzieci, czyli ubranie ich i przygotowanie śniadania. Na szczęście Julka już sama lubi się ubierać więc jest to lekkie ułatwienie. Jednak nie jest tak zawsze ponieważ czasem chce założyć coś co zupełnie nie pasuje do przedszkola i wtedy awantura plus obrażanie się zajmują parę minut.

Już wstaję…

7:00 – 8:50 śniadanie dzieci i moje powiedzmy śniadanie, połknięte gdzieś między zabawą a wyjściem do przedszkola z Julką. Oczywiście Sebastian zawsze nam towarzyszy ponieważ jest jeszcze zbyt mały na samodzielne zostanie w domu:). Dodam, że jest to oczywiście dla niego najlepsza pora na drzemkę więc często muszę stawać na przysłowiowych rzęsach by zasnął po powrocie i zjedzeniu owoców.

9:10 powrót z przedszkola, które na szczęście mamy blisko domu, owoce dla Sebastiana i uwaga chwilka lub chwila wolności!!!!!! Mianowicie mój syn idzie spać. Czasem mnie rozpieszcza i mam wolny czas w postaci 2, 5 h, a czasem jest mniej łaskawy i obdarowuje mnie 0,5 h drzemką. Co wtedy robię? Mam postanowienie, że najpierw należy mi się chwila dla mnie, czyli kawka i jakieś ciacho:). Jeżeli mamy wersję długiej drzemki to gotowanie, pranie i ogarnięcie mieszkania w międzyczasie. Uwaga czasem, a właściwie przynajmniej raz w tygodniu urozmaicenie w postaci wyjścia i spotkania się z innymi mamami i dzieciakami. Im cieplej na zewnątrz tym więcej czasu poza domem:)

Kawka

10:00 lub 11:30  w zależności jak długo śpi Seba. Jeżeli śpi krótko to zabawy do lunchu, a jeżeli śpi dłużej to chwilka zabawy i lunch.

11:30/12:00 lunch Seby w zależności ile zjadł na śniadanie. Tutaj mój syn oferuje mi nie lada emocje i mam wrażenie, że próbuje mi powiedzieć: mamo stawaj na głowie i ugotuj mi coś co zjem, jak nie to wracamy do naszych trzech standardowych słoiczków, które mój syn zjada: ryż, warzywa i kurczak lub szynka, makaron i warzywa lub kasza, warzywa i kurczak.

Zaskocz mnie mamo

12:30 trochę przewalania się na podłodze i zabawy klockami, autkami, książeczkami, a koło 13:00 w wersji z krótką drzemką poranną kolejna drzemka, niestety często przerwana po 50 min wyjściem do przedszkola w celu odebrania Julki. Jeżeli Seba śpi długo rano  to  harce i zabawy trwają do 13:50 kiedy to wychodzimy do przedszkola odebrać Julkę.

14:00 odebranie Julki z przedszkola i powrót do domu, jeżeli na dworze ulewa i wieje huragan lub zaliczenie placu zabaw, gdzie spędzamy ponad godzinę. Tutaj funduję sobie i moim maluchom urozmaicenie w postacie różnych placów zabaw w różne dni:). Czasem spotkanie z przyjaciółmi mojej trzylatki w mieście i wtedy powrót do domu koło 18:00, czyli obiad w terenie, uprzednio przygotowany i zapakowany lub tzw. “dzień dziecka” i lody lub naleśniki z dżemem i bitą śmietaną w kawiarni.

Harce i zabawy

15:00/15:30 obiad, jeżeli nigdzie nie wybywamy po przedszkolu. Córka mnie rozpieszcza i zjada wszystko poza groszkiem, kalafiorem i cukinią, a i syn dla odmiany też jest cudowny ponieważ zjada z wielkim smakiem jogurt z owocami. Uwaga udaje się nam zjeść ten posiłek razem tak, że nawet ja zjadam z moimi maluchami obiad.

15:30/16:00 Sebastian udaje się na drzemkę, jeżeli rano spał długo i śpi około 40 min, a wtedy ja z Julą mamy czas dla siebie, czyli rysowanie, budowanie, zabawa w lekarza, zabawa w rozmowy lalkami, ciastolina, pieczenie ciastek, gotowanie itp., co oznacza mamo baw się ze mną cały czas. Po pobudce Seby wspólne zabawy rodzeństwa czasem pełne awantur co jest czyje i kto może się czym bawić:)))

Wspólne zabawy rodzeństwa

16:30 drobna przekąska dla Julki w postaci owoców i jakieś warzywa dla Seby, najczęściej jednak jest to jeden z trzech jedzonych przez niego słoiczków.

17:00 powrót taty z pracy i oddanie mu dzieci pod opiekę, czyli masz i pobaw się z nimi, bo bardzo tęskniły za tobą.

Powrót taty

17:00 – 18:30 zabawy z tatą i mamą dochodząco. Czasem udaje mi się wyskoczyć na drobne zakupy oczywiście produktów niezbędnych do przygotowywania posiłków:). Rower plus słuchawki na uszach ze składanką słuchaną od wielu miesięcy, ponieważ ciężko znaleźć czas na skompletowanie nowej, bezcennie relaksują.

18:30 walka z dziećmi, matrix, meksyk i pewnie całe mnóstwo innych określeń oznaczających zagonienie trzylatki do sprzątania pokoju i kąpieli, następnie kąpiel syna, przygotowanie kolacji dla szkrabów. Ja rozrabiam kaszkę z proszku dla Seby, a dla Julki coś bardziej wyszukanego i tutaj do akcji wkracza tata, mistrz kaszki owsianej lub mannej gotowanej na mleku. Mycie zębów i opowieści z serii: “Jula a pamiętasz jak Maks hipopotam był smutny bo bolał go ząb. Ząbki trzeba myć bo inaczej będą się psuły, bolały i trzeba będzie je borować u pana doktora”.

Matrix

19:00/19:30  położenie dzieci do łóżek. Julka zasypia sama w pokoju przy otwartych drzwiach tak żeby mogła nas widzieć. Niejednokrotnie prowadzi z nami jeszcze krótkie dialogi pomimo 13 h na nogach, skąd ma na to siłę zupełnie nie wiem. Sebastian zasypia w swoim łóżeczku i łaskawie śpi z reguły do 23:00, a czasem do 1:00. Oczywiście to czasem do 1:00 to bardzo rzadkie wydarzenie.

19:30 … rozpoczyna się czas wolny, czyli robienie kolacji dla siebie, kąpiel, zmywarka, rozwieszenie prania, a czasem przygotowanie obiadu na kolejny dzień i wreszcie około 20:30 chwila relaksu w różnej postaci. Z reguły oznacza to tępe patrzenie w tv, ponieważ po przeczytaniu paru stron książki oczy same się zamykają.

23:00 udanie się do łóżka i oddanie się w objęcia Morfeusza z reguły przerwane po chwili obudzeniem się syna. W międzyczasie obudzenie Julki i płacz ponieważ chce spać z tatą, a potem z reguły budzenie co 2, czasem co 2,5 h Seby tak żeby sprawdzić czy mama jest:)

Jesteś tam mamo?!

5:30/ 6:00 pobudka i kolejny “dzień świstaka”:)))

UWAGA!!! W weekendy dodatkowe urozmaicenia w postaci dużych zakupów na cały tydzień i sprzątania mieszkania, czasem prasowanie i spotkania ze znajomymi lub wyjścia w teren jak pogoda dopisuje. Raz w miesiącu wyjście w tygodniu z dziewczynami na późną kolację i rozmowy o wszystkim innym aniżeli dzieci, czasem się udaje:)))

Tak więc nasze maluchy obdarowują nas całym mnóstwem niezapomnianych przeżyć, wynikających chociażby z faktu nabywania coraz to nowszych umiejętności, ale również fundują nam chwilową monotonię jeżeli chodzi o organizację dnia. My zwyczajnie możemy próbować ją sobie urozmaicić robiąc coś niestandardowego, czego nie mamy w zwyczaju robić każdego dnia:)))

Dodaj komentarz