Juliowy przyjaciel Miś

Świat zabawek i pluszaków jest mega fajny. Otaczają mnie one od kiedy pamiętam. Początkowo jak je zobaczyłam było mi trochę dziwnie. Niektóre z nich były takie duże i miały dziwne miny, a inne od razu wzbudziły moją sympatię. Najlepsze było to, że jak tylko ktoś przychodził mnie poznawać od razu dostawałam jakiegoś pluszaka, albo zabawkę. Dzięki temu skompletowałam całkiem niezłą kolekcję maskotek. Nie powiem, bardzo miło było dostawać takie prezenty, ale z czasem nie wiedziałam, który pluszak jest tym najulubieńszym. Podjęcie decyzji o tym kto miał zostać moim najlepszym pluszowym przyjacielem nie było łatwe i niejeden pluszak był testowany. Ostatecznie jednak wygrał mój kochany brązowy Miś:)

Brązowy Miś (zdj. autorstwa Kasi Jawor)

Pamiętam jak mama na siłę wpychała mi do łóżeczka pastelowo – różowego konika. Wybaczam jej, bo wiem, że uwielbia konie:). Niby nic mu nie brakowało, ale przytulać do niego w łóżeczku to ja się za bardzo nie lubiłam. Po jakimś czasie kiedy mogłam już sama sięgać sobie po coś leżąc na brzuszku dałam mamie do zrozumienia, że za konikiem nie przepadam. Leżąc na brzuchu często spotykałam się twarzą w twarz z niejednym pluszakiem. Ustawiano je naprzeciwko mnie po to bym nauczyła się przesuwać na boki, do przodu i w tył. Dzięki tej umiejętności już sama mogłam decydować kto będzie ze mną spędzał najwięcej czasu. Wybór padł na czerwonego psa Patryka. Miał taki fajny duży czarny nos, szeleszczący brzuch i gumową fioletową gitarę, bardzo przydatną do podgryzania gdy dziąsła przygotowywały się na wyrastanie zębów. Nie zabierałam go jednak do spania. Po jakimś czasie Patryk mi się znudził. Rodzice podrzucali mi inne zabawki, ale żadna nie zasłużyła na to by ze mną spać. Jedyne co wiedziałam to, że moim przyjacielem zostanie coś miłego i puszystego w dotyku, bo do takich rzeczy miło było się przytulać.

Pierwszy pluszak

Któregoś dnia, jak byłam już trochę większa i chodziłam, podróżując z mamą na lotnisku wypatrzyłam całą stertę misi. Wszystkie były takie same więc wystarczył mi jeden:). Siedziały sobie i miały czerwoną kokardę na szyi. Od razu zapragnęłam mieć jednego z nich. Tego dnia byłam bardzo dzielna i wytrzymałam na lotnisku 6 godzin bez marudzenia, ponieważ odwołali nam jeden samolot. Mama zdecydowała, że w nagrodę sprezentuje mi owego misia. I to był strzał w dziesiątkę. Misio stał się moim codziennym towarzyszem, zwłaszcza na różnych wyprawach no i zasłużył sobie na miano przytulanki. Zaczął nawet ze mną spać. Pojechał z nami na wakacje do dziadków i tam został ostatecznie zdetronizowany przez innego misia, którego dostałam od babci i dziadka. Początkowo miałam dwóch misiowych przyjaciół, ale ostatecznie moim najlepszym przyjacielem został brązowy Misio od babci i dziadka. Był taki puszysty i nie miał cały czas zgiętych nóg jak miś z lotniska więc wygodniej się z nim spało. Nasza przyjaźń dojrzewała i cały czas dojrzewa. Zawsze bardzo go potrzebuję w trudnych momentach. Bardzo mi pomógł jak złamałam nóżkę mając niespełna dwa latka, był ze mną jak pierwszy raz zostałam sama bez rodziców cały dzień, kiedy rodził się mój brat, był dla mnie wsparciem w trakcie pierwszych dni w przedszkolu i zawsze jest przy mnie jak jestem chora, no  i wieczorem oczywiście gdy przychodzi czas na sen. Bardzo lubię z nim rozmawiać i go przytulać, a ostatnio sporo dla niego gotuję. Rodzice zobaczyli, że Miso jest mi bardzo bliski i zrobili mi ogromny prezent na drugie urodziny. Nie zgadniecie co to było??? Tort wyglądający dokładnie tak jak mój przyjaciel.

Juliowy Miś

Ostatnio bardzo dużo ludzi pyta mnie: “Julia jak twój miś ma na imię?”. Ja im odpowiadam, że to po prostu Miś, mój najlepszy przyjaciel, który jest ze mną w każdych ważnych dla mnie momentach, tych smutnych i tych radosnych. Ciekawe czy kiedyś nadam mu jakieś imię czy na zawsze zostanie po prostu Misiem?:)

Dodaj komentarz