Małe “dorosłe” dzieci

Ostatnio bardzo często spotykam się z zachwytem wielu rodziców nad dziećmi, które np. w wieku 8 lat znają wszystkie stolice państw europejskich, czytają w wieku 4 lat, a ostatnio nawet usłyszałam, że już w wieku 2, 5 lat:), znają ciekawostki tzw. pana dropsa w wieku 5-6 lat o których większość z nas nie słyszała itp. Z reguły dopytuję owych zachwycających się skąd ten zachwyt. Odpowiedź jaka się najczęściej pojawia to, że to niesamowite jak dziecko jest tak zdolne i z pewnością będzie mu łatwiej w życiu, więcej osiągnie itp. O ile ta zdolność faktycznie wypływa z samego dziecka to jak najbardziej to niesamowite, ale jeżeli jest efektem naszych zabiegów z serii nauczymy się w wieku 3-4 lat czytać, to dla mnie już taka niesamowite nie jest.  I tutaj bym się zatrzymała….

” Jednemu bogowie dają zdolności, drugiemu szczęście”

Lion Feuchtwanger

Czy faktycznie mega zdolnym/geniuszom żyje się łatwiej? Oczywiście bez dwóch zdań w obecnym świecie znajomość wielu języków, posiadanie dwóch – trzech specjalizacji jest ogromnym plusem. Tylko czy praca, pozycja zawodowa jest w życiu najważniejsza. Oczywiście ktoś może zarzucić, że bez pieniędzy nie da się żyć i to jest fakt. Kwestia tylko ile pieniędzy potrzebujemy do tego życia. W swojej pracy jako psycholog spotkałam i spotykam całe mnóstwo ludzi, którzy na rozwój kariery i brak pieniędzy nie mogą narzekać, ale są potwornie zagubieni życiowo i daleko im do określenia siebie jako szczęśliwców.

Jest jak najbardziej zrozumiałe, że rodzice chcą jak najlepiej dla swoich dzieci, ale czy to musi oznaczać, że dziecko musi być “geniuszem”. Bardzo często historia, jak również znane mi osobiście osoby potwierdzają, że życie “geniusza” jest specyficzne i np. bardzo często rzutuje na relacje z innymi. Owy zdolny osobnik już w szkole nudzi się z rówieśnikami i często postrzegany jest przez nich jako ktoś dziwny, ktoś kto lepiej porozumiewa się z dorosłymi. Absolutnie nie oznacza to, że każde zdolne dziecko doświadcza takich problemów, ale dzieci w szkole często takiej osobie dokuczają, uważają ją za przemądrzałą. Bardzo często okazuje się, że my rodzice często nasze niespełnione ambicje przelewamy na dzieci i chcemy by osiągnęły one więcej niż my. Czy to jest warte zabrania beztroskości i czasu na zabawę, odkrywanie samemu świata??? To pytanie do każdego z nas. Ja osobiście cudnie wspominam swoje dzieciństwo pełne zabawy i przygód z nią związanych. Pamiętam również jak smutne były np. moje koleżanki kiedy nie mogły z nami poskakać w gumę, bo musiały ćwiczyć grę na pianinie lub chodzić do szkoły muzycznej po standardowej szkole. Myślę sobie ile z nich faktycznie czerpało radość z tej szkoły?

Niestety to co ostatnimi czasy jest popularne to przechwalanie się między rodzicami w czym dzieci są najlepsze i jakie osiągnięcia mają na swoim koncie. Hitem dla mnie była dyskusja mam na jakimś forum apropo nauki czytania w wieku 2, 5 roku oraz znajomości tabliczki mnożenia u dzieci w wieku 3 lat. Nie do końca wiem czemu i komu ma to służyć, bo myślę, że raczej nie dzieciom. Ja wychodzę z założenia, że warto dziecku coś oferować/pokazywać, ale decyzję co nasze dziecko chce zgłębiać zostawić jemu, bowiem już trzy latek potrafi być bardzo kreatywny, a jego zabawy i pomysły bywają ciekawe. Nigdy nie zapomnę miny jednej mamy z warsztatów dla mam i dzieci kiedy druga odpowiedziała jej, że jej dziecko nie jest na żadnych zajęciach dodatkowych, że jest po prostu dzieckiem. Uważam, że na wszystko w życiu jest czas i okres dzieciństwa, zwłaszcza ten do momentu pójścia do szkoły powinien być okresem beztroskiego odkrywania świata poprzez eksplorowanie, doświadczanie i obserwowanie. To oczywiście moje osobiste zdanie i nie każdy musi je podzielać, ale z pewnością dzieciństwo/okres nastoletni to bardzo ważny okres naszego życia i warto by wiązał się z miłymi przeżyciami. Czasem sytuacja wymusza na dzieciach by dorosły szybciej. Jeżeli nie muszą tego jednak robić to myślę sobie, że może nie warto aż tak bardzo tego przyspieszać i pozwolić budować dziecku swoją tożsamość w oparciu o własne doświadczenia i decyzje oraz relacje z innymi, a o takowe najłatwiej kiedy ma się dobry kontakt i czas na bycie z innymi dziećmi. Bycie dorosłym to dużo dłuższy czas aniżeli bycie dzieckiem/nastolatkiem więc warto pobyć dzieckiem kiedy jest na to czas.

Słyszałam całe mnóstwo historii dorosłych, którzy mówili, że ze względu na bycie mądrzejszym od innych byli zawsze z boku, na marginesie grupy rówieśniczej. “Talent rośnie w samotności, charakter wśród ludzi” (Johann Wolfgang von Goethe). Czasem bycie geniuszem współdziała z pewnymi zaburzeniami, ale bardzo często “geniusz” jest kreowany przez rodziców. Zapomina się o tym, że w życiu oprócz wiedzy istotne są jeszcze inne aspekty, jak chociażby umiejętność nawiązywania relacji i współżycia z otaczającymi nas ludźmi. Jak najbardziej  bez geniuszy wiele rzeczy które teraz wiemy, które umożliwiają nam lepsze życie, czy w ogóle życie byłoby trudniejsze, ale nie znacz to, że bycie geniuszem jest łatwe. Jako rodzic wcale więc nie zachwycam się 4 latkiem, który umie czytać czy zna tabliczkę mnożenia tylko zwyczajnie skupiam się na tym by umożliwić moim dzieciom korzystanie z dzieciństwa w pełnym wymiarze, na 100%, bo “jakże nudne i monotonne byłyby odgłosy lasu, gdyby prawo do śpiewania miało tylko dziesięć najzdolniejszych ptaków” (Arnold Bennett).

Dodaj komentarz