“Mamo ja chodzę!” – o jednym z najważniejszych kroków rozwojowych

Mamo gdybym tylko mógł mówić to buzia nie zamykałaby mi się, żeby opisać jak cudowne jest chodzenie. Mam jednak nadzieje, że emocje wypisane na mojej twarzy w trakcie pierwszych spacerów doskonale pokazują to jaką frajdą są dla mnie pierwsze kroki. Wszystkie wcześniejsze umiejętności miały mnie doprowadzić do tej najtrudniejszej jaką jest chodzenie i się udało. Teraz widzę więcej i mogę przede wszystkim szybciej się przemieszczać, a świat jest dla mnie bardziej dostępny.

I pomyśleć, że jeszcze 12 miesięcy temu leżałem i patrzyłem się tylko w sufit. Dziś świat wygląda zupełnie inaczej, mogę zmieniać pozycje, sięgać po rzeczy które mnie interesują, co nie zawsze podoba się rodzicom i urządzać sobie piesze wędrówki. Często kończą się one jeszcze upadkami, ale zaraz jak tylko się zdarzają to się podnoszę i walczę dalej. Przez parę dni już całkiem nieźle się wyrobiłem i chodzę, jak to rodzice mówią, bardziej pewnie i nie wyglądam jak zataczający się pijak:) W końcu praktyka czyni mistrza, tak jak miało to miejsce w przypadku wcześniejszych umiejętności. Próbowanie kilkaset razy pozwala w końcu nauczyć się czegoś i na dodatek towarzyszy temu jeszcze aplauz z otoczenia. Wszyscy klaszczą i całują jak np. przejdzie się samemu parę kroków. Mówią miłe słowa z serii : “brawo Sebko, mama jest z ciebie dumna Seba, no pięknie Sebcio”… Jak widać cieszy to nie tylko mnie ale również inne osoby.

Mama nazywa tą cała naukę obracania się, pełzania, raczkowania, siadania i chodzenia rozwojem ruchowym, a chodzenie jest podobno jej uwieńczeniem. Potem podobno są jeszcze inne rzeczy, które robi moja starsza siostra takie jak bieganie, skakanie, stanie na jednej nodze, wchodzenie i schodzenie po schodach czy tańczenie. Cóż jeszcze trochę nowych umiejętności do nabycia przede mną. Chodzenie jednak nie jest łatwe i sporo moich kolegów jeszcze nie chodzi mimo, że są troszkę starsi ode mnie. Mama i tata nigdy nie prowadzali mnie za ręce więc kombinowałem sam jak tutaj zacząć się przemieszczać. Pamiętam jak patrzyłem na innych moich kolegów, mniejszych ode mnie stawiających pierwsze kroki i zazdrościłem im. Mama mówi, że każdy ma swoje tempo nauki i gotowość do określonych umiejętności więc kombinowałem co tu zrobić żeby zacząć chodzić. Najpierw było pełzanie po podłodze niczym komandos, potem raczkowanie i chodzenie jak piesek na 4 łapach. W międzyczasie nauczyłem się siadać, potem wstawać i chodzić trzymając się różnych przedmiotów w domu jak meble czy stół, a na koniec kiedy poczułem się gotowy spróbowałem się puścić i zrobić parę kroków bez podtrzymywania się. No i się udało. Kiwałem się do przodu i do tyłu ale trzymanie rąk w górze pomagało mi przejść parę kroków, a teraz już nawet rąk nie muszę unosić, bo mam lepszy balans, jak mówi mama.

Sebkowe chodzenie

Ostatnio słyszałem jak mama mówi do taty, że teraz się zacznie.  Ciekawe co miała na myśli? Pewnie to, że teraz ciężko będzie mnie zatrzymać i będę wchodził wszędzie gdzie tylko uda się wejść. Mama musi jednak pamiętać, że wszystko jest dla mnie ciekawe i staram się wszystko poznawać namacalnie. Nie zawsze wiem, że coś może być niebezpieczne i tak np. mama ciągle powtarza, że stawanie na palcach i dotykanie kuchenki jest niebezpieczne, a dla mnie to frajda jak mogę kręcić kurkami. Rodzice poradzili sobie z tym i napotykam tutaj na przeszkody w postaci jakiś dziwnych osłon, podobno są zamontowane dla mojego bezpieczeństwa.

Z chodzeniem pojawia się zupełnie nowa rzecz, a mianowicie pierwsze buty. Do tej pory miałem tylko bose stopy albo skarpetki, a teraz zaczęło się mierzenie stopy i coś dziwnego pojawiło się na mojej nodze. Mama i tata mówią, że to moje pierwsze buty i używamy ich jak wychodzimy na zewnątrz, bo w domu nadal chodzę bez butów. Trochę dziwne to chodzenie w butach ale tego też musze się nauczyć. Najważniejsze jednak, że teraz sam mogę już dojść gdzie chcę, a to dopiero początek mojej wędrówki.

Komentarz mamy:

Chodzenie? Myślę sobie, że większość dorosłych osób nie zastanawia się jak trudny proces to do opanowania. Dla nas chodzenie jest czymś zupełnie automatycznym i nie zastanawiamy się jak stawiamy kroki po prostu je stawiamy. Dopiero kiedy nasze maluchy zaczynają przejawiać zainteresowanie chodzeniem okazuje się, że wcale nie jest to taka prosta czynność. To wcale nie taki łatwy proces wymaga bowiem koordynacji ruchów, angażuje mocno proces uwagi oraz wymaga utrzymywania równowagi, co angażuje w pracę niezliczoną liczbę mięśni i procesów poznawczych jak uwaga, postrzeganie czy chociażby pamięć w jakiej sekwencji następują kroki po sobie.

Tak naprawdę chodzenie to jeden z najtrudniejszych wyczynów do opanowania. Zdarza się, że rodzice chcą przyspieszać ten proces i np. sadzają malucha i obkładają go poduszkami lub prowadzają za ręce. Ja osobiście jestem zwolennikiem metody podążania za dzieckiem i dawania mu swobody tak by samo wybrało moment i sposób opanowywania nowej umiejętności. Każdy z nas ma bowiem zaprogramowaną chęć nabywania nowych umiejętności. Niektórzy opanowują je szybciej inni później. Okazuje się, że wcale dzieci, które same bez zbędnej stymulacji dochodzą do tego jak opanować jakąś czynność nie pozostają w tyle za rówieśnikami. Fakt, że nabywają umiejętności samodzielnie powoduje, że są one bardziej świadome procesów jakie zachodzą w ich organizmie.  Dodatkowo budują większą pewność siebie i rozwijają twórcze myślenie, ponieważ same próbują na różne sposoby opanowywać nowe czynności. Większość maluchów zaczyna chodzić w okolicach 12 miesiąca ale spora grupa opanowuje tą czynność w wieku 14 czy 15 miesięcy więc warto dać naszym maluchom trochę czasu i pozwolić się cieszyć faktem dochodzenia do tego jak nową umiejętność opanować. Doskonale obrazuje to cytat autorstwa Janusza Korczaka:

“Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższą jest radość pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość tryumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania.”

Na co warto zwrócić uwagę kiedy nasz maluch zaczyna chodzić:

kształt stopy, który będzie początkowo płaski bez wcięcia i to może się utrzymywać do około 3 roku życia, i jest jak najbardziej naturalne;

stawianie stopy, początkowo maluch będzie stawiał nóżki lekko do środka i nie ma w tym nic niepokojącego;

chodzenie na boso, początkowo warto pozwalać dziecku chodzić na boso kiedy jest w domu tak by stopa mogła się swobodnie formułować, a nasz maluch czuł w pełni podłoże po którym stąpa;

częstotliwość przewracania się, pamiętajmy że maluch będzie to robił często ale z wiekiem liczba upadków powinna maleć np. trzylatek powinien upadków miewać znikomą ilość

właściwe dobranie rozmiaru bucika, który nie powinien być większy niż 12 mm i nie mniejszy niż 5mm, najlepiej by podtrzymywał kostkę i w miarę plastycznie pracowała w nim podeszwa, co ułatwi dziecku wygodne chodzenie;

zabezpieczenia w domu, np. ostrych krawędzi, ponieważ upadki się zdarzają oraz usunięcie z zasięgu chwytania czy ściągania niebezpiecznych ostrych, ciężkich przedmiotów, ponieważ nasz maluch sięga teraz wyżej i dalej.

Pierwsze kroki naszych maluchów wzbudzają nie tylko wielkie emocje u naszych dzieciaczków ale również w nas samych. Nasze dziecko bowiem powoli staje się samowystarczalne. To pierwszy etap do usamodzielniania się i mniejszej zależności od rodzica. Oczywiście obwarowane jest niebezpieczeństwem w postaci upadków, czasem bolesnych ale przede wszystkim pozwala budować niezależną tożsamość oraz robi więcej miejsca dla rozwoju intelektualnego takiego jak mowa, pisanie czy czytanie. Nam rodzicom przysparza to więcej pracy, ponieważ funkcja oczy w koło głowy i myślenie o wszystkim musi na jakiś czas być czujniej włączona, ale również całe mnóstwo radości, kiedy np. wracamy z pracy i nasz maluch biegnie do nas by się przywitać:)

 

 

Dodaj komentarz