Mamo,mommy,mamma,mammi itp. czyli wielojęzyczność maluchów.

W obecnych czasach, kiedy całe mnóstwo ludzi przemieszcza się między różnymi krajami w poszukiwania swojego miejsca na ziemi nie jest niczym nadzwyczajnym, że małe dzieci często stykają się w chwili narodzin z dwoma, jak nie czterema językami. Nikogo to już nie dziwi, ale dla wielu z nas wydaje się czymś mocno stresującym dla dziecka. Plastyczność mózgu małego dziecka jest ogromna i w większości przypadków odnalezienie się w kilku językach nie jest dla małych dzieci jakimś ogromnym problemem.

Bardzo popularne jest podejście, że jeżeli żyjesz w nie swoim ojczystym kraju, aby do dziecka mówić w domu w języku ojczystym rodziców, a przedszkole i szkoła nauczą dziecko kolejnych języków. Jak wiadomo każde dziecko jest indywidualnością i pewnie doświadcza komunikacji w więcej niż jednym języku na różna sposoby. Ze swoich własnych obserwacji widzę, że dla wielu dzieci przełączanie się z jednego języka na drugi nie jest niczym zupełnie trudnym. Sytuacja wydaje się dosyć prosta gdy dziecko ma rodziców mówiących w tym samym języku i drugi obcy język w przedszkolu lub szkole, czyli w początkowym etapie rozwoju mowy styka się z dwoma językami.  Masę dzieci słyszy jednak na codzień  cztery języki, a mianowicie język mamy, taty, ten, którym rodzice porozumiewają się między sobą oraz język kraju, w którym mieszkają (np. język mamy to hiszpański, język taty to niemiecki, rodzice rozmawiają ze sobą po angielsku, a cała rodzina mieszka w Szwecji i dziecko chodzi do szwedzkiego przedszkola). Dla wielu dorosłych wydaje się to zbyt dużo. Sytuacja jednak pokazuje często, że dzieci świetnie się odnajdują w powyższej sytuacji i np. z mamą rozmawiają w jej języku, z tatą w jego, a w szkole w języku rówieśników. Początkowo najczęściej używają języka rodzica, z którym spędzają więcej czasu, ale z czasem dołączają kolejne języki. Bardzo często dzieci miksują języki. Moja córka używa głównie języka polskiego, ponieważ w tym języku rozmawiamy w domu, ale trudne wyrazy w języku polskim zastępuje wyrazami szwedzkimi, które są prostsze w wymowie. Bardzo często byłam świadkiem, że dzieci rozmawiały z rodzicami w języku ojczystym rodziców, ale już z rodzeństwem rozmawiały w tym języku w którym mówiono do nich w przedszkolu. Złożoność zjawiska jakim jest wielojęzyczność jest niesamowita i podejść w jaki sposób wychowywać takie dzieci też jest sporo.

Będąc przy zjawisku wielojęzyczności nie można zapominać o dziecku i obserwowaniu jak ono czuje się z mnogością różnych języków. Wiele osób preferuje podejście, że szkoła nauczy dziecko języka kraju w którym się mieszka, a rodzice powinni używać tylko ojczystego języka w konwersacjach z maluchem. Jest też spora grupa, która mówi do dziecka w dwóch językach tzn. najpierw używa języka ojczystego, a potem powtarza to w języku kraju w którym mieszka. Które z podejść jest lepsze, to już rodzice obserwując swoje pociechy powinni wiedzieć najlepiej. Pamiętać jednak warto o samopoczuciu dziecka i jego poczuciu własnej wartości. Podejście, że kolejny język, oprócz ojczystego przyjdzie sam w większości przypadków jest jak najbardziej trafne. Niektórym dzieciom może to zająć jednak więcej czasu i spowodować, że w tym czasie będą bardziej wyalienowane od rówieśników. To z kolei może być dla nich stresujące i powodować wycofywanie się lub brak zainteresowania w budowaniu relacji z innymi dziećmi. Zachęcam wiec wszystkich rodziców, których dzieci słyszą w domu inny język niż w przedszkolu czy szkole, by spojrzeli na problem komunikacji całościowo. By nie tylko skupili się na umiejętności opanowania języka przez dziecko ale również na aspekcie jak długość opanowywania kolejnego języka wpłynie na poczucie własnej wartości malucha i ukształtuje jego relacje z rówieśnikami.