Negocjacje z przedszkolakiem…

“Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił tego, czego się pragnie”

Paulo Coelho

Proces jakim jest wychowywanie dzieci, już na początku swojej drogi wymaga od nas sporych umiejętności. Jedną z takowych umiejętności jest  zdolność negocjowania różnych rzeczy. Negocjacje  z przedszkolakiem bywają mocno angażujące i często przysparzają nam sporo pracy i nerwów. Okazuje się bowiem, że nie tylko nastolatkowie mają wiele do powiedzenia, a przedszkolaki wcale w tej kwestii mocno się od nich nie różnią. Słynne “nie” napotykane w dialogach z 3, 4 czy 5 – cio latkiem ma sprawdzać na ile mogą sobie w stosunku do nas pozwolić.

Mama psycholog z definicji powinna znać wszystkie kruczki jak właściwie i konstruktywnie negocjować ze swoim dzieckiem i nie dać się w dyskusji za bardzo ponieść emocjom. Może i powinna stosować najczęściej technikę “zdartej płyty”, czyli spokojnego powtarzania i wyjaśniania swojego stanowiska; być cierpliwą i konsekwentną, bowiem wiadomo, że na dłuższą metę te dwie składowe przynoszą ogromne efekty. Emocje, zwłaszcza te negatywne mają jednak do siebie to, że bywają silne i czasem ciężko z nimi sobie szybko poradzić, co doprowadza do działania pod ich wpływem. Dotyczy to praktycznie każdego, nawet mamy psycholog, która teorię apropo wychowywania ma w jednym paluszku, ale różne sytuacje czasem trochę lub chwilowo ją weryfikują/ modyfikują:) Super jeżeli nie dzieje się to za każdym razem i ma miejsce sporadycznie.

Czasem mama psycholog zwyczajnie nie ma siły na powtarzanie tych samych fraz z serii: przestań bić brata, posprzątaj pokój, umyj ręce itp ze stoickim spokojem i zwyczajnie stosuje fortele, które z pewnością niejeden rodzic czasem wykorzystał:

  1. Mały szantaż kiedy szybko chcemy osiągnąć jakiś cel i jesteśmy zmęczeni ciągłym powtarzaniem tego samego. Efekt jest krótkotrwały i w pewnym momencie nasze dziecko zwyczajnie może wykorzystać go przeciwko nam. Dla przykładu posłużę się rozmową Julki z tatą, która miała miejsce jakiegoś wieczoru:

“- Jula posprzątaj zabawki w swoim pokoju – prosi tata

– Ale ja nie chcę – odpowiada butnie Jula

– Jest już wieczór i zaraz się kąpiemy – wyjaśnia tato

– Nie – odpowiada krótko i stanowczo Julka

– Julka jak nie posprzątasz w pokoju zabawek to nie będzie dziś wieczorem czytania – oznajmia tato

– Nie! Nie ma czytania to nie ma sprzątania – odpowiada sprytnie Jula”

No i w taki oto sposób szantaż nie zadziałał, a został bardzo szybko wychwycony i wykorzystany na swój własny sposób, a tak naprawdę w relacji rodzic- dziecko nie chodzi o to by coś zamieniać na coś tylko by zrozumieć dlaczego pewne zachowania muszą się pojawiać.

  1. Małe zastraszanie jeżeli nasz maluch czegoś nie zrobi to ktoś przyjdzie i zrobi coś co nie będzie miłe. Dla przykładu historia moja i Julki z wakacji z zeszłego roku kiedy spała w jednym pokoju z bratem. Usypianie dwójki moich dzieci w tym samym pokoju to wyczyn, a jeżeli chce się jeszcze mieć trochę czasu na to by posiedzieć wieczorem z rodziną, którą się odwiedziło to na czasie zależy nam bardzo. Jula to dziecko, które przed snem lubi sobie podokazywać w łóżku. Jest to średnio fajne jeżeli jej brat już śpi i nie chcemy by został obudzony:) Oczywiście w sytuacji usypiania wakacyjnego pojawiła się osoba “PANA”, w tym przypadku sąsiada zza ściany, który bardzo się zdenerwował, że nie mógł spać i miał zaraz do nas przyjść i na nas nakrzyczeć, że mu przeszkadzamy. Zadziałało, ale na dłuższą metę nie chodzi przecież o to by egzekwować coś od dziecka strasząc je. O słynnym “PANU” np. policjancie albo zwyczajnie panu, który przyjdzie i zabierze dziecko historii jest całe mnóstwo. Nawet ostatnio będąc w parku słyszałam jak mama wołała do dziecka żeby już zeszło ze zjeżdżalni bo przyjdzie pan i go zabierze. Co takowe zachowanie  może przynieść w przyszłości, jeżeli będzie nadużywane? Zwyczajnie strach przed pewnymi osobami i sytuacjami.
  2. Obiecanki cacanki czyli jak zrobisz coś na czym mi zależy będzie nagroda. I tak np. moja Jula nie bardzo lubi myć głowę, a o suszeniu włosów nie ma mowy. Podczas naszych ostatnich wakacji, na wieczór przed powrotem do domu głowa Julki wymagała umycia, bowiem pełna była pisaku z plaży z ostatnich dwóch dni. Było dosyć późno a łazienka graniczyła z pokojem gdzie spał mój młodszy syn więc zaczęły się pertraktacje apropo najpierw umycia głowy, a następnie jej podsuszenia suszarką. Stanęło na tym, że za bycie dzielną, nie płaczącą i nie krzyczącą dziewczynką nagrodą było pół czekolady z jajka niespodzianki. Oczywiście pierwsze co pojawiło się po wysuszeniu włosów to zapytanie gdzie Julki nagroda. Takowe postępowanie dosyć częste może doprowadzić do sytuacji, że nasze dziecko w zamian za właściwe zachowanie będzie żądało nieustannych wynagrodzeń. Oczywiście nagradzanie jest miłe i ważne w niektórych sytuacjach, ale nie powinno stawać się metodą na osiągnięcie właściwych zachowań u dziecka przy każdej okazji. W końcu bowiem skończą się nam pomysły na nagrody:) a nasz maluch zawsze będzie chciał dostać coś w zamian.

Podsumowując: wszystko jest dla ludzi i każdy z nas jest człowiekiem, który odczuwa mnóstwo emocji. Każdy z nas czasem nie ma ochoty tłumaczyć czegoś w nieskończoność i zwyczajne stosuje coś w rodzaju uproszczeń, które pozwalają szybciej osiągnąć cel jakim jest np. posprzątanie pokoju, przyjście do rodzica, zaprzestanie jakiegoś zachowanie itp. Koniec końcu jednak jak spojrzymy na te nasze, nazwijmy to uproszczenia, w pertraktacjach z dziećmi okazuje się, że efekt jest chwilowy, a my musimy borykać się z konsekwencjami tego np. że nasze dziecko za wszystko oczekuje nagrody lub jest strachliwe. Warto więc starać się by owe fortele nie stały się naszym jedynym sposobem na negocjowanie z dzieckiem i wyeliminowały konstruktywne działanie jakim jest konsekwencja, cierpliwość i tłumaczenie, czasem po kilkanaście razy, dlaczego chcemy by nasz maluch zachował się w taki a nie sposób.

Dodaj komentarz