O cierpliwości i jej granicach uczą najlepiej dzieci…

“Od dzieci można się bardzo wiele dowiedzieć. Na przykład, jak bardzo jesteś cierpliwy.”

                                                                                                            Franklin P. Adams

Każdy z nas kto doświadczył bycia rodzicem doskonale zna to uczucie, kiedy czuje się jak wulkan tuż przed erupcją. Mianowicie magma zbiera się pod powierzchnią i wiadomo, że za jakiś czas będzie musiała znaleźć ujście w postaci wielkiego wybuchu. Ile razy zdarzyło mi się czuć podobnie jak wulkan? Pewnie setki i mimo wiedzy, że cierpliwością można zyskać bardzo wiele czasem zwyczajnie pozwalam, że emocje biorą górę. Tak to już bywa, że jedni cierpliwości mają więcej i małe kroczki zbliżające ich do celu są czymś naturalnym, a drudzy na rezultat oczekują natychmiast i bardzo szybko zaczynają się irytować kiedy coś napotyka na trudności. Na dłuższą metę , w procesie wychowawczym wszystkim wychodzi na zdrowie jeżeli cierpliwości się nauczymy. Po co bowiem spalać siebie i narażać się na walkę z dzieckiem, zwłaszcza kiedy nasze dziecko przechodzi okres buntu, a wiadomo, że przechodzi ten okres bardzo często:)

Czym właściwie jest cierpliwość? To pewna umiejętność zachowania spokoju oraz panowania nad intensywnymi emocjami w sytuacjach gdy jesteśmy wystawiani na mocno irytujące nas sytuacja. To również umiejętność czekania bowiem wiele sytuacji, zachowań wymaga czasu by doszło do zmiany. Wiele z nas ma z cierpliwością spore trudności i kiedy w naszym świecie pojawia się mały człowiek, to nasza cierpliwość jest mocno wystawiana na próbę. Początkowo maluch jest mocno zależny od nas, ale już wtedy wystawia naszą cierpliwość na próbę. Zanim rozszyfrujemy przyczynę mega głośnego płaczu ostro napsuje on nam nerwów. Cóż spróbujmy się postawić w  sytuacji niemowlaka, np. przeszkadza nam mokra pielucha więc co robimy informujemy o tym. Nie możemy mówić więc co robimy? Zaczynamy wrzeszczeć i płakać. Wystarczy proste ćwiczenie, zabawa np.  spróbujmy coś wytłumaczyć bez słów używając tylko ciała, i dźwięków. Myślę, że większość z nas po chwili zacznie wrzeszczeć.

Im dłużej jesteśmy rodzicami tym nasza cierpliwość musi sobie radzić z  coraz większymi wyzwaniami. To jak najbardziej naturalna kolej rzeczy, bowiem nasze maluchy odkrywają i poznają świat, i w całym tym poznawaniu zaczynają budować swoją własną, odrębną osobę, na którą składają się pewne charakterystyczne zachowania. Towarzyszy temu często sprzeciwianie się, co ładnie nazywane jest buntem:).  Owy bunt bardzo często okupiony jest nasza irytacją i ciągłym powtarzaniem podobnych sentencji. Często pojawia się krzyk, a jak wiadomo przynosi średnie efekty, no może poza takim, że my odczuwamy ulgę, ale z reguły jest to chwilowa ulga, bo ja np. zaraz potem mam wyrzuty, że wydzierałam się na moje dzieci. Czasem sama nie mogę siebie już słuchać kiedy po raz setny powtarzam to samo, a  z drugiej strony to dobry wstęp do ćwiczenia cierpliwości. Technika tzw. zdartej płyty to bardzo trudna technika, ale przynosi spore efekty i nasze maluchy w końcu załapują, że pewnych rzeczy nie przeforsują. Tak wiec bycie cierpliwym oszczędza nam zbędnych negatywnych emocji i z pewnością zmniejsza liczbę potyczek toczonych z naszymi maluchami.

Co może być pomocne w uczeniu się cierpliwości, zwłaszcza kiedy mamy dzieci:

  • próba postawienia się na miejscu dziecka, czyli odrobina empatii. Czasem okazuje się, że nasza zachowania, polecenia mogą napotykać na sprzeciw i nie ma w tym nic dziwnego, a my zwyczajnie musimy cierpliwie poszukać innego fortelu, który przekona naszego malucha do czegoś;
  • kiedy naprawdę czujemy, że zaraz wyjdziemy z siebie lepiej wyjść z pomieszczenia gdzie jest nasz maluch a nie z siebie:) i złapać dystans do sytuacji głęboko oddychając;
  • liczyć w myślach do 10 albo 100:) w trakcie czekania na wyczekiwane zachowanie;
  • pomyśleć o czymś przyjemnym kiedy czujemy, że za chwile eksplodujemy:);
  • dystans do sytuacji czasem zwyczajnie można coś odroczyć w czasie i wrócić do tego za jakiś czas, np. zamiast wpychać na siłę w maluch a brokuł można spróbować za jakiś czas i okaże się, że już wtedy mu zasmakuje

Z cierpliwością bywa tak, że niestety jest podatna na emocje, a jak wiadomo czasem nad emocjami trudno zapanować. Jeżeli jednak jesteśmy rodzicami i nie chcemy uprawiać z naszymi pociechami wiecznej walki oraz czuć się ciągle sfrustrowanymi warto ją ćwiczyć. Wieczne potyczki słowne z maluchami mogą być naprawdę meczące a cierpliwość w czekaniu na pewne rzeczy pozwala nam tego uniknąć i budzi mniejszy opór w dziecku. Moja 4-latka doskonale wie, że z moja cierpliwością nie jest najlepiej i obserwując mnie uczy się podobnego funkcjonowania. Nie jest tajemnicą, że każde dziecko czegoś no stop chce i trudno mu czekać, ale my jako początkowy wzorzec zachowań powinniśmy pokazywać, że cierpliwość w życiu się przydaje i odroczenie czegoś w czasie nie oznacza, że to nie nastąpi, a wręcz może smakować lepiej po dłuższym oczekiwaniu. Jak się okazuje, nasze dzieci przypominają nam o bardzo ważnych kwestiach i uczą wiele. W przypadku cierpliwości pokazują, że jest niezmiernie istotna bowiem niemal cały czas jest mocno nadwyrężana:)

Dodaj komentarz