Pierworodny vs drugie dziecko – relacja z rodzicami taka sama ale nie ta sama:)

Syndrom drugiego dziecka??? Tak czasem nazywam to wszystko co się zmieniło w moim podejściu apropo relacji z drugim dzieckiem. Może się wydawać, że drugie dziecko jest w relacjach z rodzicami pokrzywdzone, bowiem z reguły nie ma ono tyle uwagi co nasze pierworodne pociechy. Absolutnie nie oznacza to, że jest zostawione samo sobie i jest mniej ważne. Po prostu z wcześniejszego doświadczenia wiemy, że pewne czynności są zbędne, a mogą wręcz przynosić odwrotne skutki, aniżeli byśmy oczekiwali. Obserwując siebie i inne mamy zauważam, że moja tolerancja na pewne rzeczy przy wychowywaniu drugiego dziecka wzrosła i przede wszystkim pojawiło się w tej relacji więcej luzu.  Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ doskonale wiemy co możemy odpuścić a czego nie po przygodach z pierwszym maluchem i przede wszystkim nasz czas musimy podzielić między dwa szkraby. Absolutnie nie oznacza to gorszej relacji tylko trochę inny jej charakter. Oto kilka przykładów luźniejszego podejścia do sprawy:

JULA

Przewijana kilkakrotnie w nocy jak była niemowlakiem, bo przecież delikatna skóra łatwo się odparza.

SEBA

Testuje Pampers Baby Dry do granic wytrzymałości i jak się okazuje wytrzymują do 12 godzin, a pupa wcale tak łatwo się nie odparza:)

JULA

Jak tylko zapłakała wszyscy biegli z pomocą, zwłaszcza w nocy i tak nauczyliśmy naszą Julę jak się samemu nie uspokajać:)

SEBA

Czasem czeka sobie chwilę płacząc zanim ktoś do niego przyjdzie. Wynika to z tego, że dajemy mu chwilę by sam spróbował się uspokoić. Wierzcie mi w większości przypadków trwa to chwilę:)

JULA

Budzenie w nocy co 4 h jak była noworodkiem na karmienie, bo przecież spadek cukru może być niebezpieczny i tak wyrobiliśmy u Juli nawyk budzenia się w nocy parę razy oraz mieliśmy z głowy godzinę żeby ponownie zasnęła:)

SEBA

Stosujemy się do zasady, jak dziecko ładnie śpi to lepiej go nie dotykaj i mu w tym nie przeszkadzaj, jak zgłodnieje z pewnością samo się o to upomni:)

JULA

Setki kocyków, śpiworków, kołderek do testowania żeby nie spała odkryta. Jak tylko zobaczyliśmy, że śpi odkryta przykrywaliśmy ją i rozbudzaliśmy często tym aktem:(

SEBA

Założona podkoszulka pod piżamkę i zero przykrywania w nocy, żeby przypadkiem go nie obudzić, ponieważ każde przykrycie odczuwa jakby ktoś na niego gorący metal wylewał:) i zaczyna wrzeszczeć.

JULA

Każdy możliwy róg, kant w domu obklejony miękkimi zabezpieczeniami, żeby się nie uderzyła w trakcie nabywania nowych umiejętności.

SEBA

Zostały tylko obklejone rogi stolika do kawy, który jest według nas najniebezpieczniejszy:) Jak się okazuje maluchy wcale tak często się nie przewracają a jak już to robią to z reguły upadają na miękką pupę albo tak, że miejsca w które się uderzają nie sposób obkleić, bo całe mieszkanie należałoby pokryć folią z bąbelkami.

JULA

Przy każdym upadku buziaczek jak płakała, i jaki mamy tego efekt: przy najdrobniejszym puknięciu Julka rozczula się nad sobą i mamy katastrofę, która wymaga tulenia, a przecież jest tyle innych okazji dobrych do przytulania.

SEBA

Buziaki przy naprawdę bolesnym upadku tak by każdy upadek nie kończył się wylewaniem morza łez.

JULA

Wtórowałam zasadzie, że maluch powinien mieć urozmaicone posiłki w ciągu dnia i tak Jula nie jadła dwa razy dziennie tego samego, a ja ciągle wolną chwilą siedziałam w kuchni i coś przygotowywałam.

SEBA

Jeżeli tylko coś mu smakuje je to dwa razy dziennie, a czasem następnego dnia. Dzięki temu mama ma troszkę czasu dla siebie:)

JULA

Mycie/przecieranie rączek kilkanaście razy dziennie, bo przecież wszędzie są zarazki a maluch non stop wpycha rączki do buzi

SEBA

Im wcześniej maluch się uodporni tym lepiej, to jedna z zasad, która wcale nie jest do końca taka zła. Seba zalicza więc mycie/przecieranie rączek przed jedzeniem i po przyjściu np. z placu zabaw.

JULA

Całe mnóstwo wspólnych zabaw, bo w końcu spędzanie czasu z dzieckiem jest bezcenne i dodatkowo stymuluje rozwój:) zaowocowało tym, że Jula jest typem “wisielca na rodzicach” i dopiero teraz uczy się jak to jest bawić się samemu, a wcale łatwe to nie jest:)

SEBA

Wspólne zabawy ale więcej przestrzeni na własne eksplorowanie, które uczy jak samemu spędzać czas i przede wszystkim rozwija wyobraźnie i twórcze myślenie.

JULA

Wyręczanie Julki z pewnych czynności jak chcieliśmy szybko coś wykonać  lub pomaganie jej jak coś jej nie wychodziło. Oczywiście czynność była szybciej wykonana, ale przecież to naturalna kolej rzeczy, że aby nabyć jakąś umiejętność potrzeba na nią czasu i prób.

SEBA

Przestrzeń na próbowanie różnych rzeczy kilka razy i dopiero kiedy frustracja mocno rośnie pomoc w tym co chce osiągnąć/zrobić

JULA

Pranie ciuchów w 90 stopniach przez pierwsze miesiące życia, żeby ograniczyć dostęp bakterii:)

SEBA

Pranie ciuchów normalnym proszkiem w temperaturze 40 lub 60 stopni.

JULA

Przemywanie oczu w pierwszych miesiącach przy pomocy sterylnych gazików i soli fizjologicznej, żeby uniknąć infekcji oczu, które bywają podobno częste u najmłodszych.

SEBA

Oczy i buzia przemywane wodą z płynem do mycia całego ciała. Jak się okazuje infekcje oczu wcale nie są tak częste:)

JULA

Jak tylko ubranie było lekko/średnio mokre zmiana na inne, żeby się nie przeziębiła.

SEBA

Ubranie lekko mokre zaraz przecież wyschnie i zupełnie nikomu nie przeszkadza, i wcale nie oznacza od razu choroby:)

Przykładów pewnie można mnożyć jeszcze kilka jak nie kilkanaście. Być może z boku wygląda to tak jakbym stała się bardziej wyrodną, obojętną matką, ale ja absolutnie takiego poczucia nie mam, ponieważ wiele rzeczy, które robiłam z Julą spowodowały, że trudniej jej być teraz niezależną, a w przypadku Seby odpuszczenie w kilku kwestiach absolutnie nie oznacza braku opiekuńczości, tylko ma ona inny wydźwięk. Ważne jest również to, że dzięki temu również ja zyskałam odrobinkę przestrzeni dla siebie, a to też  istotna kwestia, bowiem samopoczucie każdego z nas często ma wpływ na najbliższych, w tym przypadku również na nasze pociechy.

Bycie podwójnym rodzicem pozwala zreflektować się i dostrzec błędy, które popełniliśmy z pierwszym dzieckiem i stwarza szansę na postępowanie w inny sposób z drugim brzdącem. Julia jak większość dzieci sporo wymuszała płaczem i żeby długo nie słuchać tego płaczu wiele rzeczy dostawała szybko, a właściwie od razu. W ten sposób my szybko mieliśmy spokój, ponieważ przestawała krzyczeć, ale nasza córka nauczyła się, że krzykami może wiele zdziałać i do tej pory zdarza się jej stosować ten fortel. Okazuje się, że ignorowanie krzyków i płaczy w niektórych sytuacjach nie przynosi wcale szkody dziecku a rodzicom oszczędza czasu, który muszą poświęcić na oduczanie starszaka pewnych nieakceptowalnych zachowań.  Pojawienie się więc drugiego malucha to nie tylko odpuszczanie w wielu kwestiach i inna relacja z nim, ale również przyjrzenie się sobie i swoim metodom postępowania z dziećmi. Jest to z pewnością bezcenne.

 

2 myśli na temat “Pierworodny vs drugie dziecko – relacja z rodzicami taka sama ale nie ta sama:)

    1. Opcji pewnie będzie kilka: jeszcze większy dystans do pewnych sytuacji lub zmiana w drugą stronę w mega nadopiekuńczość, ale generalnie pewnie weryfikacja tego co dotychczas działało z naszym maluchem a co przynosiło średnie efekty. W najgorszym wypadku drugi maluch wychowa się sam:)

Dodaj komentarz