Powakacyjny chaos

“Podróżować znaczy żyć” jedna z maksym Hansa Christiana Andersena oddaje piękno jakim jest odkrywanie świata i innych kultur poprzez podróżowanie. Wakacje są jedną z okazji, która umożliwia owo podróżowanie.

Wakacje. Magiczne słowo i wydarzenie o którym marzymy, na które czekamy, by doładować nasze przysłowiowe akumulatory. Od kiedy zostałam rodzicem nabrały one dla mnie trochę innego wymiaru. Nadal pozwalają naładować się energią, ale już w inny sposób. Mianowicie już sama zmiana miejsca  i harmonogramu dnia w pewien sposób doładowuje i pozwala odpocząć od codziennej nazwijmy to dzieciomonotonii :). Wakacjowanie z dziećmi bardzo często wiąże się ze zmianami w codziennych, dotychczasowych rutynach i jest to jak najbardziej czymś naturalnym. Nie jest to łatwe zarówno dla małych dzieci jak i rodziców. Wszystko jest chwilowo zdezorganizowane, ale z drugiej strony, inne i interesujące. Jak  dojść do siebie po wakacjach z dwójką maluchów, które pełne były mnóstwa wrażeń, ciągle zmieniających się miejsc i nowych twarzy, a co za tym idzie nowych zachowań i reakcji u naszych szkrabów? Z pewnością powrót do stanu przedwakacyjnego nie jest łatwy, ale czegóż nie robi się dla kilku chwil odskoczni od dzieciocodzienności:)))

Wakacje kojarzą się z relaksem i wypoczynkiem. Kiedy jednak mamy ze sobą dwójkę małych towarzyszy o relaks w dawnej formie ciężko, a i o odpoczynku w dawnym charakterze nie ma mowy. Dla dzieciaków wszystko jest nowe i wszystkiego pragną spróbować więc  funkcja rodzica “oczy w koło głowy” jest jak najbardziej przydatna. Przydaje się również funkcja “rodzic cierpliwy”, a wręcz “włączający czasem na luz”, czyli odpuszczający pewne kwestie. Jeżeli pewne kwestie odpuszczam i pozwalam dzieciakom na pełną eksplorację w pewien sposób odpoczywam ciesząc oko nowym miejscem i innym porządkiem dnia. W końcu jak wakacje to odpoczywamy na maksa, nawet od codziennej rutyny, którą na wakacjach nie jest tak łatwo utrzymać. Jedyne na co zwracam uwagę to określona kolejność następujących po sobie czynności, godziny już nie są tak ważne.

\
Jula podróżnik nr 1

 

Istotną kwestią jest również fakt z jakim typem malucha podróżujemy. Moja trzyletnia Julka to typ podróżnika, który od kiedy pamiętam uwielbia nowe miejsca i podróżowanie. Każda zmiana miejsca jest dla niej frajdą, a przestawianie się na nowe warunki zajmuje jej chwilkę. Jeszcze do niedawna zastanawiałam się dlaczego tak wielu rodziców niechętnie podróżuje z maluchami, a historie rodziców z serii najbliższe dziesięć lat wakacji spędzamy w domu w ogrodzie wydawały mi się czymś dziwnym. Julka nauczyła mnie bowiem, że podróżowanie z niemowlakiem czy to małym przedszkolakiem, to nie problem, a wręcz jest ciekawie. Zjechała z nami w ciągu swoich dwóch lat połowę Europy.  Niestety mój  10-cio miesięczny syn szybko sprowadził mnie na ziemię. Nie jest typem podróżnika, a raczej typem domatora, i każda zmiana miejsca w trakcie wakacji była dla niego stresująca, tak jak ma to miejsce w przypadku sporej grupy maluszków. Musiałam sobie oczywiście o tym przypomnieć ponieważ  zupełnie o tym zapomniałam, mając starszego podróżnika u boku. Przecież mały szkrab potrzebuje czasu by odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Seba mały domator

 

Literatura często podaje, że po około 5/ 7 dniach dziecko przystosowuje się w pełni do nowych warunków/otoczenia.

Faktycznie coś w tym jest i po tygodniu w jednym i tym samym miejscu mój syn zaczął być powoli Sebą, którym był przed wyjazdem wakacyjnym. Wcześniej krótkie pobyty w różnych miejscach przysparzały mu sporo trudności w odnajdywaniu się. Objawiało się to gorszym jedzeniem, spaniem, samopoczuciem itp. a przy okazji zwiększało frustrację rodziców, którzy próbowali się wakacjować :)))

Oczywiście czas wakacji i przebywanie w nowych miejscach nie sprzyja zachowaniu domowej rutyny chociażby ze względu na częste przemieszczanie się czy inne aktywności w ciągu dnia. Zmianie ulegają  pory drzemek, jedzenia i cała otoczka im towarzysząca. Kiedyś jeden z rodziców na warsztatach dla rodziców powiedział mi, że najlepsze wakacje z dziećmi to wakacje bez dzieci”. Brzmi dosyć samolubnie, ale coś w tym jest, zwłaszcza jeżeli wakacjowanie traktujemy jako formę odpoczynku od szarej, zwykłej codzienności. Wakacjując się z dziećmi odpoczywamy w inny sposób, zwyczajnie cieszymy się zmianą miejsca. Dla wielu z nas brak swobody kojarzonej z wakacjami może być męczący i tym samym wakacje z dziećmi mogą nie dawać poczucia bycia na wakacjach. Pamiętajmy jednak, że dla małych dzieci wyjazd w obce, nowe miejsce jest dużym wyzwaniem, zwłaszcza tych najmłodszych, co z pewnością nie pozostaje bez śladu na ich codziennym zachowaniu.

U nas tydzień po powrocie z czterotygodniowych wakacji chaos nadal trwa i pewnie jeszcze jakiś czas potrwa. Powrót do pewnej rutyny i zasad postępowania z serii: w miarę stała pora drzemki czy posiłków, nastręcza z pewnością trudności, ale zawsze staram się znajdować plusy każdej sytuacji i tłumaczę sobie to tym, że mogę to wykorzystać na zmianę dotychczasowej rutyny. Poza tym dla mnie już sama zmiana otoczenia i miejsca jest wypoczynkiem, a przyzwolenie sobie na wakacjowanie powoduje, że odpuszczam ze standardowymi rytuałami więc jest to dla mnie jakaś forma relaksu 🙂 W końcu jak wakacje to wakacje. Ciekawe jak wasze maluchy i wy odnajdujecie się w podróżach? Czy zmienia się wasze codzienne funkcjonowanie i czy po powrocie łatwo wracacie do przedwakacyjnej rzeczywistości?

Dodaj komentarz