Próba sił – czyli o stawianiu granic

Czasem mam wrażenie, że wprowadzanie małego człowieka w świat jest jedną wielka próbą sił. Moja relacja z prawie 3-letnią córką doskonale to obrazuje. Od prawie roku forsuje ona doskonale swoje potrzeby. Myślę sobie, że niezły z niej negocjator, kiedy stanowczym tonem zaznacza:  “Mamo Jula chce teraz paluszka”, “Mamo teraz budujemy”, “Julia nie chce zupy tylko pastę” itd. Z jednej strony widać, że dziewczyna ma swoje zdanie z drugiej jednak może wyglądać na rozpuszczonego malucha, który neguje każdą propozycję rodzica. Oczywiście rozmowy z nią nie są łatwe, a jej bronią, która czyni ją tak dobrym negocjatorem, jest oczywiście płacz i wrzask. Staram się go często ignorować, ale nie zawsze to jest możliwe. Tutaj pojawia się kolejna ważna kwestia, której też będę chciała poświęcić czas, a mianowicie konsekwencja. Niestety u mnie nie do końca z nią dobrze i czasem kiedy moje dziecko stosuje swoją tajną broń po prostu się poddaję, żeby mieć tzw. święty spokój. Czy to wychowawcze? Pewnie nie, ale czasem muszę też zadbać o siebie i chwilę ciszy:)))

Tak naprawdę nasze maluchy doskonale walczą o swoje już od pierwszych dni swoich narodzin.

Ktoś kiedyś spytał mnie “dlaczego dzieci tak głośno płaczą, nie mogą tego robić ciszej?” No właśnie nie mogą, bo wtedy nikt nie reagowałby na ich płacz, a we wczesnych miesiącach życia to jedyna forma komunikacji informująca rodzica o jakimś dyskomforcie, które odczuwa dziecko.

Jest to więc jak najbardziej przystosowawcze. Ważne jednak, aby w pewnym momencie zdystansować się do płaczu dziecka i nie biec na każde jego zawołanie. W ten sposób dziecko otrzyma komunikat, że mama czy tata mają też inne czynności do wykonania. Nauczy się jednocześnie jak przez chwilą zająć się samym sobą. To wstęp do nauki jak za jakiś czas bawić się samemu. Oczywiście trudno zignorować płacz, który jest wołaniem o zaspokojenie podstawowych potrzeb, jak czysta pielucha czy pełen brzuszek. Jednak gdy owe potrzeby są zaspokojone warto dziecku pokazywać, że potrafi być twórcze i przez chwilę może zająć się same sobą. Wiem co mówię, ponieważ moja starsza córka miała nas na każde zawołanie i do tej pory zbieramy tego owoce:) Dziecko bardzo szybko przyzwyczaja się do wielu przyjemnych rzeczy, a sami z autopsji wiemy, że pewnych przyzwyczajeń trudno się wyzbyć. Mój półroczny syn nie jest już tak rozpieszczany bieganiem na każde zawołanie i całkiem sprawnie zajmuje się sobą kiedy jest najedzony, przewinięty i wyspany.

Dzieci będą nas próbowały w każdy możliwy sposób, ale w taki właśnie sposób uczą się granic, których przekraczać się nie powinno. Technika tzw. zdartej płyty, czyli powtarzania non stop tego samego bardzo mocno przydaje się przy ustalaniu owych granic. Pomimo naszego tłumaczenia dziecko wielokrotnie będzie próbowało te granice zmieniać. Moja córka notorycznie chciała wchodzić i siedzieć na stole. Ciągłe powtarzanie, że stół jest miejscem gdzie się je posiłki lub pisze czy rysuje, a krzesło jest miejscem do siedzenia, po pewnym czasie przyniosło skutek. Niestety nasze maluchy to doskonali obserwatorzy. Przez obserwację uczą się bardzo wiele,  ale jednocześnie widzą, że zasady mogą być różne. Pamiętam minę mojej córki kiedy powiedziała do swojego kolegi Federico, żeby nie wchodził na stół i jakie było jej zdziwienie kiedy ją zignorował siadając na stole. Na dodatek jego mama nic mu nie powiedział. Oczywiście po powrocie do domu chciała wchodzić na stół i ponownie zaczęło się tłumaczenie, że krzesła są do siedzenia i że prawie każdy siedzi na krzesłach, a nie na stołach.

Do momentu kiedy mamy siłę i cierpliwość tłumaczyć dziecku dlaczego coś można lub czegoś nie można robić to nie ma problemu. Najgorzej kiedy tracimy zapał i zaczynamy odpuszczać pewne zasady lub raz je stosujemy, a innym razem o nich zapominamy. Dziecko otrzymuje wtedy sprzeczne informacje i nie wie co robić, co tak naprawdę jest właściwe.

Dziecko z reguły w takich sytuacjach będzie wybierać opcje, które nie są zgodne z zasadami i będzie próbowało je wprowadzać, stosując przy tym cała batalię różnorodnych wrzasków, płaczy czy niewłaściwych zachowań.

Nie chcę ( zdjęcie autorstwa Kasi Jawor)

Pamiętajmy jednak, że nikt z nas nie lubi słyszeć ciągle zakazów i zanim zaczniemy stawiać granice naszym maluchom zastanówmy się na co możemy im pozwolić, bo może to czegoś dziecko uczyć ( np. jedzenie rączkami pozwala na ćwiczyć koordynację ręki, trafianie do ust i pozwala poznawać różne faktury), a co jest zupełnie nie do zaaprobowania np. bicie młodszego rodzeństwa. Zachęcam więc do spojrzenia na to co mówimy dziecku z jego perspektywy. Zastanówmy się, gdy ustalamy pewne granice lub stawiamy za dużo zakazów, czy niektóre z nich nie byłyby dla nas irytujące i nie prosiłyby się o to żeby je złamać. Dziecko to mała istota, która odczuwa w podobny do nas sposób.

Ciekawe jakie są wasze doświadczenia z ustalaniem granic, zwłaszcza ze szkrabami, które mają już opanowaną mowę i zaczynają z wami dyskutować?:)

Dodaj komentarz