Rodzic/dziecko – lustrzane odbicie

“Sebastian powiedziałam nie wolno tego gryźć!!!” – krzyczy do swojego brata moja córka Jula. Jakież było moje zdziwienie kiedy usłyszałam, że moje jedno dziecko krzyczy na drugie, które ma raptem 7 miesięcy. Nie powinno mnie to jednak dziwić, ponieważ dzieci są w pewnym sensie odbiciem swoich rodziców, a mi, jak każdemu rodzicowi, zdarza się czasem krzyczeć. Gdzieś kiedyś natknęłam się na pewną sentencję autorstwa Jamesa Baldwina:

 “Dzieci nigdy nie były dobre w słuchaniu starszych, ale nigdy nie popełniły pomyłki naśladując ich”. 

Ta sentencja doskonale obrazuje bardzo oczywistą prawdę, która wynika z prostego procesu jakim jest nauka przez obserwację. Maluchy w swoich pierwszych latach uczą się głównie przez obserwację i naśladownictwo, dlatego stajemy się dla nich wzorami do naśladowania. To właśnie obserwacja naszych powtarzalnych zachowań pokazuje im jak w danej sytuacji postępować. Słowa, które nie idą w parze z zachowaniami często są przez nasze maluchy ignorowane i nie ma w tym nic dziwnego. Skoro my sami nie stosujemy się do pewnych zasad o których mówimy, np. że nie krzyczy się na kogoś w złości, to nie dziwmy się, że nasze maluchy robią dokładnie tak samo. Efektem jest więc powielanie zaobserwowanych zachowań. 

Dialog z małym dzieckiem, które dopiero uczy się komunikować lub z dzieckiem, które jeszcze nie potrafi rozmawiać jest bardzo trudną umiejętnością. Odnajdywanie się w nowym świecie, poznawanie zasad, które nim rządzą jest zupełną nowością dla naszych pociech, dlatego często towarzyszy im sprzeciw i bunt. Owy sprzeciw i bunt małego człowieka z kolei może frustrować niejednego rodzica. Najczęstszą reakcją na frustrację jest z reguły złość, która często wyraża się krzykiem. Większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że krzykiem niespecjalnie wiele się zdziała, ale w chwili złości jakoś zupełnie o tym nie pamiętamy. Krzyk mojej córki na jej młodszego brata uświadomił mi, że nad pewnymi zachowaniami powinnam posiadać większą kontrolę, ponieważ moje dziecko patrzy i się uczy. Jeżeli coś przytrafi mi się raz to przemija niezauważone, ale jeżeli coś powtórzy się kilkakrotnie to nie pozostaje bez echa dla mojego dziecka w dosłownym tego słowa znaczeniu.

W pierwszych latach życia dziecka to rodzic jest wzorem do naśladowania, co czyni go teoretycznie i praktycznie pierwszym nauczycielem dziecka.

Jak wiemy nasze dzieci bardzo wiele rzeczy obserwują i magazynują je sobie w swojej głowie, tak by wiedzieć jak w pewnych sytuacjach się zachowywać. Tak jak mój krzyk pojawił się w pewnych sytuacjach, tak moja córka zaprezentowała go dokładnie w podobnych odsłonach. Nie oznacza to, że nie możemy sobie pozwalać na odczuwanie złości, ale warto się zastanowić w jaki sposób dajemy jej upust. Nasze dzieci to baczni obserwatorzy, a powtarzalność naszych pewnych zachowań ugruntowuje je w przekonaniu, że są to typowe skrypty dla zachowań w określonych sytuacjach. Warto więc zastanowić się kilkakrotnie zanim zachowamy się w jakiś określony sposób w który nie chcielibyśmy żeby nasze dzieci się zachowywały. I tak mój krzyk mogę starać się zastąpić techniką zdartej płyty w stanowczym, ale nie krzykliwym tonie. Nie jest to łatwe zadanie, bo nasze szkraby potrafią nas czasem mocno wyprowadzić z równowagi. Warto jednak mieć to z tyłu głowy, by jak najrzadziej dopuszczać się średnio akceptowalnych zachowań, które nasze dzieci z pewnością zauważą i będą starały się je kopiować, jak to mają w zwyczaju robić uczniowie.

Zdziwienie

Tak naprawdę zachowania rodziców nie pozostają bez znaczenia dla dzieci przez cały ich okres bycia w rodzinie. Dorastając w określonej rodzinie siłą rzeczy stajemy się częścią określonej historii, ze specyficznymi dla niej zachowaniami. Pamiętam jak mój tato ciągle powtarzał mi żebym gasiła światło jak skądś wychodzę. Strasznie mnie to irytowało, a teraz robię dokładnie to samo w stosunku do członków mojej rodziny. Najśmieszniejsze jest to, że robię to zupełnie automatycznie, jakbym miała to gdzieś wdrukowane. No i faktycznie mam, bowiem przez wiele lat słyszałam ową sentencję setki razy. Podobnie jest z naszymi maluchami. Słyszą i widzą nasze powtarzalne zachowanie każdego dnia przez wiele lat i siłą rzeczy przesiąkają nimi w pewnym stopniu je modyfikując w trakcie procesu dorastania i kontaktów z innymi ludźmi. Naturalne jest więc, że mocno nas przypominają. Podsumowując nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem Roberta Fulghum’a: “Nie przejmuj się tym, że dzieci nigdy cię nie słuchają. Bądź czujny bo ciągle cię obserwują”.

 

 

Dodaj komentarz