“Rodziców się nie wybiera” – typy rodziców…

Rodziców nie wybieramy, ale o tym jakimi rodzicami będziemy decydujemy sami. Każdy kto miał okazję zakosztować w byciu rodzicem doskonale wie, że to prawdziwa sztuka i czasem założenia, które miało się przed zostaniem rodzicem zupełnie nie sprawdzają się w praktyce z własnymi dziećmi. Nasze dzieci nie mają tyle szczęścia i wybrać rodziców nie mogą:) Przychodzą na świat w określonej rodzinie i tak zaczyna się ich wędrówka przez okres dorastania i dążenia do bycia samodzielnym. Bardzo często zdarza się, że kiedy dorastamy mamy do zarzucenia sporo własnym rodzicom. Lata jednak mijają i kiedy oglądamy się wstecz okazuje się, że bardzo wiele rodzicom też zawdzięczamy. Często okazuje się również, że powielamy zupełnie nieświadomie pewne ich zachowania, które tak  mocno nas irytowały. Dlaczego tak się dzieje? Bo zwyczajnie jest to dla nas coś znanego, czego przez lata doświadczaliśmy.

Jaki więc wpływ mamy na to jakim rodzicem będziemy? Myślę, że spory. Pracując z rodzinami i dziećmi jako psycholog zauważyłam pewne typy rodziców. Które są najlepsze? Pewnie mix każdego w określonych proporcjach.

Typy rodziców:

  1. Rodzic nadopiekuńczy, u którego najczęściej występującym zdaniem jest zdanie: “uważaj, bo…” lub “masz jeszcze czas, żeby się przekonać, spróbować…” Cel jaki przyświeca takim rodzicom w ich mniemaniu jest bardzo pozytywny, chcą oni bowiem chronić swoje dziecko przed pewnymi nieprzyjemnymi konsekwencjami. Niekiedy jednak wymyka się to spod kontroli i dziecko nie ma możliwości by samemu przekonać się o pewnych konsekwencjach swoich decyzji. Czym to owocuje? Trudnościami w podejmowaniu decyzji, angażowaniu się w związki, gdzie ktoś podejmuje decyzje itp. Oczywiście każdy rodzic na początku drogi rodzicielstwa boi się o swojego malucha, ale nasz maluch nauczy się najwięcej próbując sam. Nie mówię oczywiście, żeby stać sobie spokojnie jak nasz dwulatek wdrapie się na drzewo, ale pozwolić mu się tam spróbować wdrapać i być w pogotowiu kiedy coś może się wydarzyć. Rodzic oczywiście jest pierwszym i najważniejszym nauczycielem/modelem dla dziecka dlatego tak ważne jest by własnych lęków nie projektować na dziecko, a to bardzo trudna sprawa, zwłaszcza jeżeli na dziecko np. czekało się bardzo długo.
  2. Rodzic dyktator, który na każde pytanie “dlaczego właśnie tak?” odpowiada: “bo tak powiedziałem/am.”  Wszyscy rodzice doskonale wiedzą jak trudno i ciężko rozmawia się z przedszkolakiem czy nastolatkiem, który próbuje przeforsować swoje racje, kiedy brakuje nam argumentów. Bardzo często takowy rodzic powołuje się na przekonanie, że dzieci powinny mieć respekt do rodziców i nie powinny im wchodzić na przysłowiową głowę. Nie trudno po części się z tym zgodzić, ale… No właśnie to ale, jeżeli nasze dziecko cały czas będzie słyszeć, że musi zrobić tak i tak, to zacznie funkcjonować trochę jak żołnierz w wojsku, a mianowicie: “padnij, powstań, tak jest panie generale”. W takiej relacji trudno będzie nawiązać dialog i nasze dziecko może mieć poczucie bycia dzieckiem niezrozumianym, bycia dzieckiem, którego zdanie nie jest ważne. Czym to zaowocuje? Albo takim samym autorytarnym funkcjonowaniem w przyszłości i problemem z akceptacją odmownych odpowiedzi czy nieumiejętnością dyskusji lub wycofaniem się z dyskusji, z procesu decyzyjnego, bo zawsze było coś mu narzucane.
  3. Rodzic megawyluzowany, który z pozoru wydaje się rodzicem idealnym, bo stwarza dziecku możliwości na samodzielne eksplorowanie świata. Dla dziecka super frajda, dla rodzica nie mniejsza, bowiem stresu praktycznie nie ma. Oczywiście wrzucenie na tzw. luz często jest wskazane w relacji rodzic-dziecko, ale kiedy staje się typowym sposobem funkcjonowania w relacji, może mieć pewne konsekwencje. Po pierwsze dziecko może mieć poczucie pozostawienia samemu sobie, a jak wiadomo wzorce wyniesione z domu rodzinnego towarzyszą nam i nie jest łatwo się ich wyzbyć. Takie osoby bardzo często mają silną potrzebę bycia niezależnym i trudno im nawiązywać głębsze relacje, trudno im odnaleźć się w sytuacjach gdzie znalezienie kompromisu bywa jedynym sensownym rozwiązaniem.
  4. Rodzic czepiający się, to rodzic, od którego dziecko ciągle słyszy, że coś zrobiło źle, że coś mogło zrobić lepiej. Nigdy niczego nie robi tak jak według rodzica powinno zrobić. Słuchanie czegoś takiego może zaowocować totalnym buntem w stosunku do rodzica lub utwierdzić dziecko w przekonaniu, że nie jest w stanie nigdy niczego dobrze robić. Może zaowocować to w przyszłości brakiem podejmowania pewnych zachowań,bowiem zaraz pojawi się założenie, że i tak zrobi to źle więc po co to w ogóle robić.
  5. Rodzic porównywacz, który bardzo często używa sformułowań z serii: “bo inne dzieci, bo Basia, bo Maciek zrobił tak a ty nie mogłeś tak zrobić.” Ciągłe porównywanie do kogoś owocuje brakiem poczucia własnej wartości oraz ciągłym przekonaniem, że coś musi zrobić się lepiej. Pozostawia ciągły niedosyt oraz ciągłe porównywanie się. Czasem każdy z nas jeżeli np. nasze dziecko nie chce sprzątać podaje przykład dziecka, które to zawsze robi, ale jeżeli każda sytuacja znajduje odnośnik w porównywaniu do innej osoby dziecko nigdy nie ma poczucia, że coś dobrze zrobiło. Odczuwa ciągle niedosyt.
  6. Rodzic chwalący nadmiernie i tutaj można zaobserwować dwie podgrupy:

chwalący się dzieckiem w rozmowach z innymi rodzicami. Co tym chce osiągnąć? To już wie ów rodzic. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że jesteśmy dumni z naszych dzieci, ale absolutnie nie czyni z nich ten fakt lepszych dzieci od innych. Przynajmniej nie powinien;

chwalący dziecko za zrobienie każdej najmniejszej rzeczy i tak wkrótce dziecko czeka na nagrodę, pochwałę za wykonanie każdej najmniejszej czynności. Oczywiście pochwały lubi każdy z nas i dlaczego od czasu do czasu nie serwować ich również dzieciom, ale znowu wszystko w granicach rozsądku. Nasze dziecko nauczy się motywowania zewnętrznego do działania i będzie ciężko mu samemu do czegoś się zmotywować, a jak wiadomo to cenna umiejętność.

  1. Rodzic przyjaciel, który stara się zrozumieć dziecko oraz przyświeca mu cel budowania relacji pełnej zaufania. Oczywiście założenie super tylko bardzo łatwo może zatrzeć się pewna granica, bowiem czasem dziecko musi zrozumieć, że są pewne rzeczy, które dorosły może robić, a dziecko nie. Jak stajemy się rodzicem przyjacielem? Niby zwyczajnie spędzając z dzieckiem dużo czas, rozmawiając z nim od najmłodszych lat nawet o głupotach., ale z drugiej strony to bardzo trudne i nie każdy rodzic ma gotowość na rozmowy z dzieckiem. Rodzic przyjaciel daje poczucie zrozumienia, dziecko ma poczucie, że na pewne aspekty ma wpływ i jego zdanie też się liczy, a to bardzo ważne, jeżeli sami potem wchodzimy z kimś w relacje.

Typów rodziców można by pewnie jeszcze kilka stworzyć. Np. ostatnio dosyć często słyszę historię o rodzicach weekendowych, tzn. takich , którzy wyjechali pracować za granicę, a dzieci zostały z dziadkami. Czasem jest to tylko jeden rodzic, a drugi przejmuje jego role również, ale to już inny zupełnie temat. Jest to nowe zjawisko socjologiczne spowodowane emigracją zarobkową, które jednak mocno odbija się na rodzinie.

Tak jak nadmieniłam na samym początku, jako dzieci nie wybieramy rodziców, są nam oni dani, ale to jakimi rodzicami będziemy zależy już mocno od nas. Oczywiście mix większości z powyższych typów jest pewnie najsensowniejszy, ale często pewne rzeczy, zachowania, przekonania są w nas tak mocno zakorzenione, że bardzo ciężko  się niektórych wyzbyć.  Poza tym każdy z nas ma swoją własną definicje funkcjonowania rodziny i jeżeli ktoś uważa, że najważniejszy jest respekt to z pewnością rodzic przyjaciel będzie dla niego jakąś dziwną kombinacją. Chodzi jednak oto aby czasem stanąć z boku i przyjrzeć się pewnym rodzicielskim zachowaniom, bo niektóre z nich mogą owocować poważnymi konsekwencjami w dorosłym życiu naszych dzieci. Na różnych etapach rozwoju rodziny z pewnością różne typy są bardziej dominujące, ale jeżeli chcemy mieć w miarę ciepłą i pełną zaufania relację, to wymaga to sporo pracy i często przeglądania się sobie z boku oraz pracy z  własnymi przekonaniami. Jakim rodzicem ja staram się być? Staram się miksować, a co z tego wychodzi to już ocenią moje dzieci:)

Dodaj komentarz