Sama, sama, sama, jestem Zosia Samosia – o wypracowywaniu niezależności

“Mamo Jula chce sama, bo Julia jest Zosia Samosia” Owe zdanie słyszę ostatnio praktycznie na każdym kroku z ust mojej trzyletniej córki. Cieszy mnie ono niezmiernie, ponieważ jest pierwszym krokiem do usamodzielniania się mojego dziecka. Pokazuje, że moja córka chce być coraz bardziej niezależną jednostką, aczkolwiek czasem mocno komplikuje sytuacje i powoduje sporo napięcia. Dlaczego? Dlatego, iż zwyczajnie czasem się gdzieś spieszę i nie mam czasu czekać aż moje dziecko np. założy buty czy wybierze ciuchy do ubrania. Jako dorośli zupełnie zapominamy jak trudne bywają niektóre czynności i ile czasu wymaga ich opanowanie. Dla nas są czymś zupełnie oczywistym, a wręcz automatycznym, a naszym dzieciom przysparzają sporo trudności. W doskonały sposób opisuje to Maria Montessori:

“Dzieci, które same podejmują pierwsze próby, są bardzo powolne w wykonywaniu czynności. Ich życie ma w tym własne szczególne prawa, które zupełnie różnią się od naszych. Małe dzieci wykonują powoli złożone czynności, które sprawiają im dużo przyjemności, jak na przykład ubieranie się, rozbieranie, sprzątanie, mycie się, nakrywanie do stołu, jedzenie itd. Są w tym wszystkim bardzo cierpliwe i kończą swoje prace, pokonując wszelkie trudności, które napotyka organizm w fazie rozwoju. My natomiast, kiedy widzimy, jak się „męczą” i „tracą czas” na wykonywanie określonej czynności, którą potrafilibyśmy wykonać w kilka chwil i bez żadnego wysiłku, zastępujemy dziecko i wykonujemy jego pracę.”

Oczywiście fakt, że się gdzieś spieszymy to dla mojej pociechy żadne wytłumaczenie i toczy ze mną nieustanne boje, że koniecznie musi wykonać pewne czynności sama. I kłóć tu się z Zosią Samosią:))). W końcu ma zupełną rację. Przecież wypracowywanie niezależności to długi proces, który wymaga ćwiczenia wielu czynności pozwalających na większą samodzielność i jest to zupełnie naturalna kolej rzeczy w procesie rozwoju człowieka.

Proces usamodzielniania się dziecka to jeden z najdłuższych procesów jakiemu każdy z nas był poddany. Wymaga sporo cierpliwości  i często na początku towarzyszy mu sporo prób zakończonych niepowodzeniami. W świecie zwierząt potomstwo usamodzielnia się bardzo szybko, ale w przypadku ludzi zależność dzieci od rodziców jest stosunkowo długa. Pierwsze parę miesięcy to całkowita zależność dziecka od rodzica, zwłaszcza od matki. Koło 7/8 miesiąca nasz maluch zaczyna doświadczać tzw. lęku separacyjnego, przez który przechodzi każde dziecko. Lęk wynika z prostego myślenia „widzę coś, więc to jest, nie widzę to tego nie ma i ogarnia mnie wtedy strach”. Dziecko z czasem zaczyna jednak postrzegać, że zniknięcie czegoś z pola widzenia nie oznacza, że przedmiot czy osoba zniknęły na zawsze. Wtedy też nasze pociechy zaczynają rozumieć powoli, że można pewne rzeczy robić bez rodziców. Tak zaczyna się dorastanie naszego malucha, które składa się z całej sekwencja zachowań umożliwiających stawanie się niezależną jednostką.

Mogę sama chodzić

Nasze maluchy w pewnym momencie zaczynają zdawać sobie sprawę, że pewne rzeczy mogą kontrolować. Dobrym wstępem do tego jest trening czystości, który pokazuje maluchowi, że w pewnym stopniu może mieć kontrolę nad tym kiedy coś zrobi, w tym przypadku siusiu. Z czasem nasze dzieciaczki koło 2,5 – 3 roku życia zaczynają nie wiadomo skąd rwać się dorobienia wielu rzeczy samodzielnie. Niestety bardzo często wymaga to od rodziców sporych nakładów cierpliwości, na którą nie we wszystkich okolicznościach możemy sobie pozwolić. Warto jednak w miarę możliwości stwarzać maluchowi przestrzeń do tego by wiele rzeczy mogło robić samo. Dobrym momentem jest przełom 7 i 8 miesiąca kiedy nasze maluchy zaczynają jadać stałe pokarmy. To doskonała sytuacja do zaznajamiania malucha ze zjawiskiem jakim jest niezależność. Można bowiem pozwalać maluszkowi na jedzenie rączkami tak by wybierało samo, co i w jakiej kolejności dostanie się do jego buzi. Potem dochodzi całe mnóstwo sytuacji w których maluch powinien próbować swoich sił. Zachęcanie malucha do podejmowania prób w usamodzielnianiu się w przyszłości zaowocuje tym, że nasze dziecko nie będzie bało się nowych sytuacji i będzie gotowe podejmować wyzwania. Jeżeli będziemy wyręczać zbyt często naszego malucha z pewnych czynności, utrudnimy mu usamodzielnianie się i z pewnością przełoży się to na sposób w jaki nasze dziecko będzie funkcjonowało. Nie zapominajmy jednak, że bycie niezależnym, w znaczeniu potrafię sobie z wieloma rzeczami poradzić sam, jest czymś naturalnym. Większość dzieci dąży do takiego stanu rzeczy, tak by w przyszłości, bez większych problemów funkcjonować w wielu sytuacjach, z których życie każdego z nas się składa. Pierwsze próby bycia odrębną jednostką dotyczą podstawowych czynności jak jedzenie, ubieranie czy mycie ale z biegiem lat przekładają się na bardziej skomplikowane procesy jak podejmowanie własnych decyzji i radzenie sobie z ich konsekwencjami. Posłużę się ponownie cytatem M.Montessori, który porusza istotę procesu usamodzielniania się:

“Widzimy, że dziecko kroczy po drodze do osiągania coraz większej niezależności, chce ono działać, czyniąc wszystko w swój sposób: przenosząc rzeczy, rozbierając czy ubierając się, jedząc. Nie zaczyna ono czynić tych rzeczy z naszego polecenia, wręcz odwrotnie, dziecko czuje wewnętrzny pęd, swojego rodzaju życiowy impuls, który każe mu postępować w ten sposób. My, zabraniając mu wykonywać tego rodzaju czynności, nie przeciwstawiamy się dziecku, lecz naturze. Nie walczymy wtedy z wolą dziecka, ono tylko współpracuje z naturą i słucha jej poleceń, krok po kroku, najpierw w jednej rzeczy, później w kolejnych osiągając w ten sposób coraz większą niezależność od ludzi, którzy go otaczają aż do momentu, w którym będzie chciało osiągnąć również niezależność mentalną. Wtedy zacznie ono rozwijać swój umysł już nie za pomocą doświadczeń kogoś innego, lecz swoich własnych.”

Wiem doskonale z własnego doświadczenia jak ciężko czasem wykazać się cierpliwością kiedy nasz maluch uczy się opanowywać podstawowe czynności, ale pamiętajmy, że dla naszego dziecka to zupełna nowość i potrzebuje czasu, a czasem naszego wsparcia i wiary w jego możliwości, by pewnych umiejętności się nauczyć. Czyż sami nie potrzebujemy trochę czasu kiedy napotykamy jakąś nowość na naszej drodze np. zmieniamy pracę i dochodzą nam nowe obowiązki, których dotychczas nie wykonywaliśmy. Nasze dziecko uczące się samodzielności to taki właśnie nowo przyjęty pracownik, który musi się z pewnymi rzeczami zaznajomić i kilka razy je wykonać tak by po jakimś czasie nie mieć z nimi żadnych trudności. Dlatego nawet jak się spieszymy to starajmy się znaleźć kompromis i nie wyręczajmy całkowicie naszego malucha z podejmowanych przez niego działań np. zaproponujmy maluchowi, że jednego buta włoży sam a drugiego pomoże mu włożyć mama/tata.

 

Jedna myśl na temat “Sama, sama, sama, jestem Zosia Samosia – o wypracowywaniu niezależności

Dodaj komentarz