Śmieszą i irytują w tym samym czasie:)

“- Jula Sebastian bawił się tym autkiem dlaczego mu go zabrałaś? – pyta mama słysząc płacz Sebastiana.

– Bo ja chcę się bawić autem – odpowiada Julka.

– Sebastianowi jest teraz smutno, a ty bawiłaś się lalką przecież. Oddaj Sebie auto! – stanowczy ton mamy.

– Nie – równie stanowcza odpowiedź Julki:)

I tak jeszcze kilka wymian powyższej sekwencji w ramach testowania techniki zdartej płyty i treningu cierpliwości, aż w końcu próba innego rozwiązania:

– Jula moja cierpliwość się skończyła idź do swojego pokoju i natychmiast oddaj autko Sebastianowi – mama mówi podniesionym tonem.

– Nieeeeee !!!! – wrzask Julki – Nie krzycz na mnie!

– Ja na ciebie nie krzyczę – odpowiedź mamy.

– Krzyczysz i masz iść do konta, bo krzyczysz. Natychmiast! – odpowiedź Julki z rozbrajającym uśmieszkiem małego łobuziaka”

Jak tutaj być poważnym kiedy nasz przedszkolak rozpoczyna z nami dyskusje, które mają często żartobliwy wydźwięk. Ciężko zachować wtedy kamienną twarz, bowiem nasz maluch rozbawia nas, a mówienie poważnym tonem, który ma dyscyplinować z uśmiechem na twarzy z pewnością nie zostanie potraktowane poważnie. Jednym słowem dziecko otrzyma sprzeczny komunikat, bowiem powaga tego co się mówi zostanie podparta uśmiechem. I jak w związku z tym ma nas posłuchać.

Jedną z najbardziej irytujących sytuacji w naszym domu jest sytuacja sprzątania zabawek przed kąpielą i snem. Pertraktacje z Julą przyjmują różną formę w zależności kto z nią pertraktuje. I tak ja staram się uprawiać technikę “zdartej płyty” tłumacząc, że zabawki też są zmęczone po całym dniu i chciałyby odpocząć w swoich pudełkach. Tata kiedy “zdarta płyta” zawodzi przechodzi do innego sposobu, a mianowicie małego szantażu: “Jula jak nie posprzątasz lub nie pomożesz tacie posprzątać to nie spotkasz się z Adasiem i Zuzią itp.” Nie jest to najlepszy sposób, ponieważ potem pojawia się takie oto rozumowanie: “Jak posprzątam to Mikołaj zobaczy, że byłam grzeczna i przyniesie mi prezent a tacie nie przyniesie prezentu bo był niegrzeczny i kazał mi sprzątać.”

Grzeczna=Mikołaj?

Podobnych sytuacji można by mnożyć setki. I tak kolejną mocno denerwującą sytuacją jest mycie głowy przez Julkę. Nie zalicza ona tej czynności do najprzyjemniejszych i owa czynność pełna jest krzyków oraz dyskusji z serii  “mamo Jula jutro umyje głowę”. Tłumaczenie, że każdy myje głowę bo brudzi się tak jak rączki czy odgrywanie scenki w postaci najpierw ty umyj głowę kaczuszce pływającej w wannie, przy każdym myciu doprowadza mnie osobiście do szału. Chwilę potem kiedy głowa jest już czysta i udało się ją umyć bez większych wrzasków słyszę “mamo jesteś dumna z Juli, że tak ślicznie umyła głowę?”. I jak tu nie udzielić odpowiedzi twierdzącej a przede wszystkim denerwować się na malucha.

Moja Jula jak większość 3,5 – latków nie zna oczywiście umiaru, a kiedy kwestia dotyczy wyłączenia telewizora z bajką “Masza i niedźwiedź” oczywiście zawsze mamy do czynienia z próbami negocjacji: “Mamo jeszcze tylko jedna, już ostatnia” z uniesionym palcem wskazującym i kiwaniem głowy, że to naprawdę już ostatnia powodują rozładowanie napięcia. I jak tutaj nie uśmiechnąć się kiedy nasz przedszkolak wygląda jak mały dyktator przemawiający stanowczym tonem razem ze stanowczymi gestami:)

Oczywiście spędzanie czasu an zewnątrz to najulubieńsze zajęcie mojego małego przedszkolaka. Standardowo pojawiają się tutaj problemy, które mocno irytują jedną i drugą stronę. Jedną z sytuacji jest ulewa i brak warunków na eksplorowanie karuzeli, huśtawki, zjeżdżalni czy piaskownicy. Kolejną sporną kwestią, która kosztuje sporo nerwów, tak naprawdę nie wiadomo kogo więcej, jest powrót do domu z placu zabaw. Nigdy  według przedszkolaka nie jest właściwy moment by pożegnać się z placem zabaw. Repertuar wrzasków, płaczy i ciągnięcia się za rodzicami 5 metrów dalej to standard, który mnie osobiście doprowadza do tzw. szewskiej pasji, ponieważ nie znoszę tego, że jak dziecku dasz palec to od razu chce całą rękę. Nic jednak w tym dziwnego, że nasz szkrab próbuje na ile może sobie pozwolić. Odpowiedzi z serii “Julia nie lubi mamy, Julia chce zostać i nie jest głodna” to standard w wykonaniu mojej córki, ale są również zabawniejsze aspekty rozmowy jak “nic się nie bój mamo wszystko będzie dobrze! Dobrze?” No i napięcie rozładowane:))))To co często pomaga w tej sytuacji to przedrzeźnianie mojego malucha i zachowywanie się dokładnie tak jak on. Uśmiech wstępuje na twarz i jakoś udaje się wrócić do domu.

Kolejna akcja okupiona irytacją to zakupy i wytłumaczenie Julce, że nie dostanie lizaka. Wszystko jest interesujące i zabawne kiedy pakujemy rzeczy do koszyka, ale kiedy pojawia się tekst z serii chcę lizaka wiadomo, że zacznie się tzw. Juliowe mędzenie: “Mamo kup mi lizaka przecież pomagałam ładnie wkładać rzeczy do koszyka, Mamo chcę lizaka dam ci buziaczka, Mamo kup mi lizaka proszę.” I tak oto mój mały negocjator często przekabaca nas do swoich zachcianek, które nie zawsze powinny być spełniane, ale jak tu odmówić buziaka za lizaka:))))

Sytuacji w których moja Jula w tym samym czasie denerwuje, a zaraz potem rozbawia jest całkiem sporo. Ostatnio bolał mnie ząb i chyba ze sto razy pytała mnie dlaczego jestem smutna, a wszyscy wiedzą, że jak bolą zęby to humor nam zbytnio nie dopisuje. Przy którymś z kolei powtórzeniu, że boli mnie ząb miałam ochotę wgnieść ją w ziemię, ale kiedy za sto pierwszym razem usłyszałam, że pójdzie ze mną do dentysty i będzie mnie trzymać żebym się nie boiła, jak to mawia Jula żałowałam, że miałam ochotę wdeptać ją w ziemie.

Tak więc wielokrotnie sytuacje, które wzmagają w nas napięcie i są spowodowane zachowaniami naszych maluchów, po chwili mogą wzbudzać zupełnie przeciwne emocje. I jak tu być zrównoważoną, konsekwentną, trzymającą się swojego zdania mamą????

Dodaj komentarz