“Smoczek czy bez smoczka” – o to jest pytanie???

Smoczek, smoku, dyduś, niuniuś, didi itp. Jak zwał tak zwał, ale cel jest jeden. Ma uspokajać dziecko. Jedna z najwygodniejszych metod uspokajania dziecka, pod warunkiem, że nasz maluch jest “gatunkiem smoczkowym”. Smoczków na rynku jest całe mnóstwo więc wybierać jest w czym. Używane z wielką chęcią przez rodziców, chociaż nie przez wszystkie dzieci z podobną ochotą. Wiem coś na ten temat ponieważ jestem mamą dwójki maluchów z “gatunku bezsmoczkowce”. Moja trzyletnie córka nigdy nie chciała smoczka, a każda próba aplikowania  kończyła się fiaskiem. Mój syn podążył w ślady siostry i w tej kwestii zupełnie się z nią zgodził. Mimo, że po pierwszym dziecku obiecałam sobie, iż przy drugim na pewno nie odpuszczę, to jednak nie miałam wpływu na decyzję podjętą przez Sebastiana. Zdecydowanie powiedział smoczkom różnorakich kształtów i firm dziękuję. Moje dzieci postawiły na twórczość matki i zmusiły mnie tym samym do wymyślania innych metod uspokajania, co w nocy nie zawsze było i jest komfortowe:))) Dzięki ich decyzjom odpadł mi jednak problem jak oduczyć je używania smoczka:)

W Szwecji gdzie urodziłam i wychowuję swoje dzieci zaleca się by smoczek próbować podawać dzieciom  po około 4/6-ciu tygodniach od chwili narodzin, by nie zaburzyć właściwego ssania piersi. Oczywiście jako mama laik zasugerowałam się owym zaleceniem w przypadku córki i tak oto nigdy nie polubiła ona smoczka. Czy to była jedyna przyczyna niechęci smoczkowej to wie już tylko ona:). Nie zapominajmy jednak, że potrzeba ssania u maluchów w pierwszym roku życia jest bardzo silna. Służy ona nie tylko zaspokajaniu głodu ale jest również formą uspokajania się. Będąc w ciąży z moim synem obiecaliśmy sobie z jego tatą, że jak tylko ujrzy świat to tata będzie na niego czekać ze smoczkiem. Czekał ale nic z tego. Rady z serii:

– wkładaj smoczka zaraz po odciągnięciu od piersi;

– zamocz smoczek w ściągniętym mleku z piersi;

– próbuj do upadłego wciskać;

– nie wpychaj smoczka na siłę, tylko lekko posmaruj dolą wargę tak by dziecko samo zassało;

– wypróbuj smoczki różnych firm i kształtów;

– włóż smoczek do buzi malucha i obwiąż pieluchą wkoło głowy by nie wypluwał, bo i taką radę usłyszałam

w moim przypadku się nie sprawdziły. Moja zazdrość sięgała zenitu, kiedy słyszałam opowieści o treści, że mój synuś/moja córcia budzą się w nocy i tylko chwilę zapłaczą bo zaraz dostają smoczka i zasypiają dalej. Brzmiało to dla mnie jak abstrakcja, ponieważ moje maluchy smoczków nigdy nie zaakceptowały. Cóż jak się okazuje już taki mały człowiek w pewnych kwestiach chce mieć swoje zdanie i nie pozostało mi nic innego jak je zaakceptować. Jako że zawsze staram się szukać plusów nawet patowych sytuacji jakieś znalazłam. Jeden jest taki, że odpada mi problem w postaci jak oduczyć dziecko od smoczka, a jak się okazuje wcale nie jest to proces łatwy i spędza sen z powiek niejednemu rodzicowi.

Seba ze smoczkiem prawie jak fotomontaż:)

 

Z obserwacji i opowieści rodziców wynika, że są dwie istotne zależność:

– jeżeli dzieci dostawały smoczek np. tylko w celu zasypiania to pożegnanie ze smoczkiem przebiegało szybciej i bez większych płaczy;

– jeżeli smoczek był wsadzany w usta dziecka przy każdym najmniejszym płaczu to już tak łatwo nie bywało w większości przypadków. Dlaczego? Dziecko uzależniło się od smoczka, a mianowicie używało go nawykowo. Załapało, niczym psy Pawłowa i słynne ślinienie się na sam dźwięk dzwonka, że jak płacze to się uspokaja smoczkiem, a nie np. przekierowaniem uwagi na coś innego. Nic więc dziwnego, że dziecku trudno zerwać z czymś w rodzaju nałogu. To dokładnie tak jak z nami samymi. Wystarczy zapytać nałogowych palaczy ile razy próbowali rzucać papierosy i jak trudny proces był to dla nich. Podobnie jest z dzieckiem. Smoczek w tym przypadku kojarzony jest bowiem z jedyną metodą, która pomaga się uspokoić.

Tak więc myślę sobie, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Nie jestem stomatologiem więc w kwestii zgryzu i smoczka nie będę się wypowiadać, ale zarówno w Szwecji jak i w Polsce dentyści zauważyli przeglądając zęby mojej trzyletniej córki, że smoczek nie był nigdy używany. Więc jeżeli teoria o tzw. krzywym zgryzie i smoczku jest prawdziwa to odpada mi również ten problem.

Ze smoczkiem jest trochę tak jak z innymi wygodnymi rzeczami, jak zobaczymy że się sprawdza w jednej sytuacji, np. ułatwia zasypianie to zaczynamy używać go w innych sytuacjach, kiedy dziecko jest niespokojne. No i nagle zaczynamy mieć problem, ponieważ nasze dziecko wszędzie chce zabierać swojego przyjaciela uspokajacza. Metod jak oduczyć wtedy malucha od smoczka jest całe mnóstwo i oto niektóre z nich zasłyszane od rodziców:

– posmarować smoczek czymś gorzkim;

– historie o tym, że myszka/misiu/pan zabrała smoczek albo zgubił się na placu zabaw;

– wspólne oddanie smoczka np. pieskowi;

– wspólne zawieszenie smoczka na drzewie na którym inne dzieci wieszają smoczki;

– porównywać do innych dzieci, np. zobacz Basia już nie ma smoczka i Bartek też:

– czytanie bajek, w których dzieci żegnają się ze smoczkami;

– stopniowe eliminowanie smoczka z każdej możliwej sytuacji, poprzez przekierowywanie uwagi na coś innego w sytuacji kryzysowej itd.

Pewnie jeszcze kilka metod by się znalazło, jedne są lepsze inne gorsze, ale to zawsze jakieś metody. To co jest najważniejsze to na chwilę postawić się w sytuacji naszego malucha, który za każdym razem uciszany był smoczkiem i wykazać trochę cierpliwości, tak by sam pozbył się z naszą pomocą smoczka. Wyobraźmy sobie jak trudne dla niego musi być radzenie sobie z frustracją bez uspokajacza, który był mu serwowany w różnych sytuacjach. Zachęcam więc do większej rozwagi w dawkowaniu smoczka, ale  absolutnie nie odradzam  jego stosowania, ponieważ w niektórych sytuacjach bywa on pomocny, jak chociażby przy zasypianiu maluszka, kiedy jego potrzeba ssania, szczególnie w pierwszym roku, jest ogromna. Przy oduczaniu ważne jest by dać dziecku czas na to by samo pożegnało się ze smoczkiem pomagając mu uspokajać się w inny sposób. To trochę tak jakby próbować się wyleczyć z jakiegoś nawykowego zachowania, a wiadomo, że to zajmuje sporo czasu.

2 myśli na temat ““Smoczek czy bez smoczka” – o to jest pytanie???

  1. Poruszyłaś ciekawy temat ile osób tyle opinii niestety przekonałam się że są one różne nawet w środowisku położnych. Kiedy w drugiej dobie po porodzie zapytałam jednej z nich czy mogę córce dać smoczek usłyszałam że oczywiście niektóre dzieci mają silną potrzebę ssania proszę dawać bez problemu. Na drugi dzień położna laktacyjna delikatnie mówiąc “opieprzyła” mnie że to za wcześnie i dopiero po 4 tyg daje się smoczek bo zaburza to odruch ssania.. Łucja ma prawie 10tyg od 4 tyg dajemy jej smoczek ale tylko do spania i ułatwia nam to zasypianie i tu mówię dosłownie i rodzicom i małej 🙂

    1. Generalnie “bądź tu mądry i pisz wiersze” zwłaszcza jak jesteś rodzicem pierwszy raz. Oczywiście początkowo ufamy tym, którzy teoretycznie wiedzą lepiej, ale tak naprawdę to my znamy nasze dziecko najlepiej. Ja osobiście po ponad trzech latach bycia podwójną mamą jestem mama z serii chyba tego co przyświeca teorii M. Montessori a mianowicie podążaj za swoim dzieckiem i UWAGA tutaj mój mały dodatek: tak, żeby również tobie było jak najlepiej, bo wtedy wszyscy będą lepiej funkcjonować:)

Dodaj komentarz