“Zatrzymać chwile” – świat w obiektywie

Święta oraz końcówka roku nastrajają często nie tylko do noworocznych postanowień, ale również do podsumowań, chwilowego zatrzymania się i spojrzenia za siebie. Momentów związanych z naszymi dziećmi, które chcielibyśmy zapamiętać i zatrzymać z pewnością jest przeogromna ilość. Każdy okres ma swój unikatowy i pełen specyficznych zachowań charakter, poczynając od pierwszych uśmiechów, poprzez pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwsze przyjaźnie kończąc na pierwszym zetknięciu się ze światem bez rodziców przy boku itd. Wspomnienia lubią blaknąć. Pomimo, że między moimi dziećmi jest tylko dwa lata różnicy łapię się na tym, że pewne chwile związane z okresem Julki, kiedy była w wieku Sebastiana zupełnie się zacierają. Na szczęście żyję w czasach kiedy technika pozwala na swojego rodzaju “zatrzymywanie chwil”. Fotografia cyfrowa plus niezliczone możliwości smartfonów z opcjami nakręcania całkiem dobrej jakości filmów pozwalają praktycznie każdemu z nas być kronikarzem swoich własnych dzieci.

Radosne chwile…

Ze względu na jedną z moich pasji jaką jest psychologia bardzo ważne jest dla mnie wszystko to co składa się na naszą tożsamość. Są to wszystkie nasze przeżycia, te które sami pamiętamy oraz te zasłyszane od najbliższych. W trakcie pewnych ćwiczeń uzmysłowiłam sobie jak istotna jest znajomość historii swojej rodziny, tego skąd określony sposób funkcjonowania może wynikać, tego dlaczego właśnie tak a nie inaczej zostaliśmy ukształtowani. Pamiętam, że przy owym ćwiczeniu, w trakcie szkolenia się na psychoterapeutę systemowego, dotarło do mnie jak istotny jest przekaz rodzinny, opowieści dziadków, rodziców o pewnych zdarzeniach z ich i mojego życia. Przyznam szczerze, że przekaz słowny z historiami rodzinnymi pozostawał na dłużej w mojej pamięci kiedy towarzyszył mu obraz, czyli fotografia. Widzę to już po mojej małej 3,5 – latce. Ze względu na to, że moje dzieci mieszkają z dala od dziadków i innych krewnych album wyklejony zdjęciami pozwala im co jakiś czas, oprócz skypa, spotkać się z nimi, ale przede wszystkim ze zdarzeniami, które razem przeżyli. Dla Julki album jest czymś w rodzaju “ogrodu wspomnień”. Uwielbia przeglądać stronice ze zdjęciami, opowiadać i pytać o to co miało miejsce w chwili kiedy obiektyw zatrzymał moment pstrykając zdjęcie.

“Zatrzymane chwile” plener K. Jawor

Cieszę się niezmiernie, że ktoś kiedyś wymyślił aparat fotograficzny. Niepozorne urządzenie, które pozwala “zatrzymać magiczne chwile” w obiektywie i w postaci zdjęć pozwala im wędrować z nami przez całe nasze życie. Kiedyś owe chwile uwieczniane były w postacie obrazów czy portretów malowanych ręcznie, z czasem przy pomocy fotografów, którzy jako jedni z niewielu posiadali aparaty fotograficzne, obecnie każdy z nas dysponuje możliwością utrwalania wspomnień. Oczywiście jako pasjonatka fotografii uważam, że ta analogowa miała w sobie więcej artyzmu niż owa cyfrowa, ale chęć utrwalenia wielu niezapomnianych chwil w rolach głównych z moimi maluchami pokazuje mi jak świetnym wynalazkiem jest fotografia cyfrowa. Tak oto moje dwa brzdące mają setki zdjęć, ale nadal jestem tradycjonalistką i część zdjęć, które są zapisem unikatowych zdarzeń znajduje się na papierze fotograficznym w albumach. Kiedy oglądam mój własny album z czasów gdy byłam dzieckiem brakuje mi w nim pewnych zdjęć, ale wynika to ze specyfiki czasów w jakich dorastałam. 30 lat temu bowiem niewiele osób miało w posiadaniu na własność aparat fotograficzny.

Przygoda u K. Sztompka

Tak więc ówczesność rozpieszcza mnie i moją chęć zatrzymywania chwil, do których kiedyś będzie cudnie wracać wspólnie z moimi starszymi dziećmi czy wnukami:). Nie jestem zbytnią fanką samej siebie uwiecznianej na zdjęciach, ale jako mama powinnam od czasu do czasu na niektórych fotografiach z moimi brzdącami się pojawiać. Z reguły jestem po tej drugiej stronie aparatu ale od czasu do czasu funduję sobie sesję zdjęciową u profesjonalistów. Obecnie popularne są sesje noworodkowe, dziecięce i rodzinne w różnych aranżacjach. Wybór jest przeogromny, ale według mnie naprawdę unikatowe zdjęcia i fotografa, które je zrobi nie jest wcale tak łatwo znaleźć. W moim przypadku okazało się, że fotografki o imieniu Kasia były tymi, które według mnie genialnie upamiętniały pewien wycinek z życia moich maluchów. I tak oto najgenialniejsze studio z całym mnóstwem gadżetów i aranżacji znalazłam w Poznaniu. Cieszę się, że podróżując do Polski to miasto jest na mojej trasie. W taki oto sposób trafiłam do studia Fotografia dziecięca Kasia Sztompka. Super ciepła i przemiła osoba ze świetnym podejściem do maluchów, które dwugodzinną sesję traktowały jako dobrą zabawę. Pełna pomysłów i ciekawych aranżacji, a w studiu Kasi jest naprawdę w czym wybierać. Ja osobiście czekam już na kolejną podróż do Polski i przygodę u Kasi. Kocham również nad życie zdjęcia w plenerze i tutaj druga Kasia oferuje według mnie mistrzowskie plenerowe ujęcia. Fotografia plenerowa maluchów w wykonaniu Kasi Jawor dla mnie jest gwarancją świetnych zdjęć i dobrej zabawy, do których z wielką ochotą wracam, a moje najulubieńsze zdjęcie Julki pochodzi właśnie z sesji od Kasi. Być może dla niektórych to snobistyczna zachcianka takowa sesja, ale dla mnie to bezcenna pamiątka pozwalając “zatrzymać chwile” w unikatowy i jedyny w swoim rodzaju sposób. Oczywiście sama uwielbiam fotografować swoje dzieci niespodziewanie kiedy odkrywają świat i w wyniku tego powstaje wspaniały zapis ich niezapomnianych chwil, ale profesjonalne sesje też mają dla mnie swój urok i  stwarzają mi możliwość bycia z dziećmi na zdjęciach:)

Zdjęcie główne, moje najulubieńsze autorstwa K. Jawor

Dodaj komentarz